środa, 4 września 2013

Troll czyta #1 - Historia i medycyna



Troll jest kulturnyj. Jako się rzekło, troll czyta - i to dużo. Czyta zaś głównie chłam, gdyż jak wiadomo 90% wszystkiego to chłam (by Ted Sturgeon). Postanowiłem pisać raczej o tych pozostałych 10%.

Moje pierwsze zetknięcie z twórczością pani Mary Roach, amerykańskiej dziennikarki i pisarki, miało miejsce przed paroma miesiącami. Oto dopadłem książkę o nieco paradoksalnym tytule: „Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków”. Na kilkuset stronach dzieła autorka opisuje (ze szczegółami, w tym drastycznymi) różne koleje losu, jaki może spotkać (lub w przeszłości spotykał) ludzkie zwłoki. Dowiadujemy się zatem o chirurgii plastycznej zwłok, procederze porywania ciał do praktyk medycznych, fizjologii rozkładu, wykorzystaniu zwłok do celów naukowych (crash testy, badanie wypadków), eksperymentach z ukrzyżowaniem i kanibalizmem, zapobieganiu pogrzebaniu żywcem, a także o dekapitacji i towarzyszących jej próbach przeszczepiania głów. Wbrew powadze (grozie?) tematu o wszystkim autorka pisze lekko i zaskakująco dowcipnie, nie przekraczając jednak granic dobrego smaku. 

Jakiś czas potem w moje łapska wpadła następna książka pani Roach, o znacznie bardziej frapującym tytule: „Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu”. Tym razem autorka, z charakterystyczną dla siebie dociekliwością i pasją, opisała historię badań nad fizjologią seksu i seksualnością człowieka, od czasów Arystotelesa po współczesność. Na kartach książki znalazło się miejsce i dla eksperymentów Alberta Kinseya, i dla problematyki inseminacji świń (no, seriously). A wszystko opisane tym samym lekkim i pełnym humoru stylem. 

Skoro jesteśmy przy historii medycyny, nie sposób pominąć dzieł Jurgena Thorwalda. Dwutomowa historia chirurgii - „Stulecie chirurgów” i „Triumf chirurgów” – oparta jest na relacji dziadka autora, doktora H.St. Hartmanna, z zamiłowania historyka medycyny. Dr Hartmann był świadkiem przełomowych wydarzeń w historii chirurgii od połowy XIX w., jak zastosowanie narkozy czy walka o wprowadzenie anty- i aseptyki. Obserwował, jak na przestrzeni lat zmienia się mentalność chirurgów, jak wkraczają oni coraz śmielej i głębiej w ciało człowieka. Relacja pełna jest drastycznych nierzadko szczegółów z sukcesów (i porażek) lekarzy i dramatycznych opisów losów ich pacjentów, historii ich zmagań z chorobą.

Pacjentom poświęcił pan Thorwald jedną z następnych książek. Konkretnie – pacjentom, którzy brali udział w narodzinach innej gałęzi medycyny: transplantologii. Poznajemy zatem historie osób, które z odwagą i determinacją poddały się pierwszym zabiegom przeszczepu nerek, wątroby czy serca. W tym także tych, których operacje zakończyły się niepowodzeniem. I znów jest to relacja drobiazgowa i pełna emocji.

Troll będzie polował na dalsze książki zarówno pani Roach (na celowniku są „Ale kosmos! Jak jeść, kochać się i korzystać z WC w stanie nieważkości” i „Duch. Nauka na tropie życia pozagrobowego”) i pana Thorwalda („Stulecie detektywów”, „Godzina detektywów: Rozwój i kariera kryminalistyki”, „Krew królów: Dramatyczne dzieje hemofilii w europejskich rodach książęcych”, „Dawna medycyna, jej tajemnice i potęga: Egipt, Babilonia, Indie, Chiny, Meksyk, Peru” i „Męska plaga: Seks, pożądanie i kłopoty z prostatą”). 

Do przeczytania.

Bibliografia:

Mary Roach, Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków (Stiff: The Curious Lives of Human Cadavers), wyd. oryginalne 2003;
Mary Roach, Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu (Bonk: The Curious Coupling of Science and Sex), wyd. oryginalne 2008;
Jurgen Thorwald, Stulecie chirurgów: Według zapisków mojego dziadka, chirurga H. St. Hartmanna (Das Jahrhundert der Chirurgen), wyd. oryginalne 1956;
Jurgen Thorwald, Triumf chirurgów: Według zapisków mojego dziadka, chirurga H. St. Hartmanna (Das Weltreich der Chirurgen), wyd. oryginalne 1958;
Jurgen Thorwald, Pacjenci (Die Patienten), wyd. oryginalne 1971.

sobota, 31 sierpnia 2013

Moje życie z depresją

Depresja to wredna i podstępna suka jest. Walczę z nią ponad dwa lata - z jednej strony farmaceutykami, z drugiej terapią. I jak na razie wygrywam - nadal tu jestem.

Czym jest depresja - i czym nie jest?
Najpierw rozprawmy się z dwoma upiorami ignorancji. Opancerzony w sarkazm i uzbrojony w kąśliwą ironię troll staje do walki.

Primo: Depresja nie jest PTSD.  Nie zdarzyło mi się w życiu nic szczególnie traumatycznego. Jedno pobicie. Jedna poważna operacja z pobudką na OIOMie. Oszczędzono mi (chwała Odynowi!) grzebania własnego dziecka - a większej traumy nie potrafię sobie wyobrazić. Nawet utratę pracy w ogólnym rozrachunku postrzegam jako zdarzenie neutralne - pozwoliła mi na przewartościowanie pewnych spraw i podjęcie leczenia.
Secundo: depresja nie jest "wymysłem lenia", "widzimisię nieroba" itp. Z depresji nie można wyjść przez "wzięcie się w garść". Nie pomaga "nie mazanie się". Autorzy i propagatorzy ww. opinii proszeni są o odebranie ich przy wyjściu, zwinięcie w rulonik i wsadzenie sobie w dupę.

Skoro upiory gryzą już glebę zajmiemy się tym, czym depresja jest. Otóż moi mili depresja jest chorobą, która - nieleczona - może w konsekwencji doprowadzić chorego do śmierci (konkretnie - samobójczej). Depresja rodzi się w zakamarkach umysłu, do których świadomość nie ma wstępu. Toczy chorego jak rak, tucząc się na stresie i lękach. Ostatecznie wyłazi na światło dzienne, usadawia na psychice i zaczyna chorego wysysać.

Pierwsza znika energia. Chory, i tak już zwykle przemęczony z powodu stałego stresu i wiecznie niedospany, z dnia na dzień ma coraz mniej sił. Wlecze się noga za nogą, głowę trzyma zwieszoną. Potem znika radość życia: nic nie sprawia przyjemności, ulubione rozrywki rozczarowują. Kolory jakby wyblakły, wszystko jest mniej lub bardziej szare. Do tego dochodzi irytacja, bo chory - najczęściej nadal nie zdający sobie sprawy z faktu mania depresji - nie może sobie w ogóle znaleźć miejsca. Jak ma dodatkowo pecha, to pojawiają się myśli samobójcze. Codziennie przechodzę przez linię tramwajową, może wreszcie stanąć i poczekać na tramwaj? Po co się dalej męczyć? Następny jest wszechogarniający marazm. Niechciej. Nic nie ma sensu. Dupy mu się ruszyć nie chce. Najchętniej tylko by spał. A potem nawet spać nie ma chęci. Chory leży 24h w łóżku i gapi się
w sufit. Nie chce mu się wstać po jedzenie, więc leży głodny. Brudny, bo po co się myć.

Stop! Ten etap na szczęście już za mną. Dodatkowo depresji towarzyszyły u mnie bezsenność
i nasilenie fobii społecznych. Zawsze źle się czułem w tłumie i zatłoczonych, małych pomieszczeniach (dotyczy także komunikacji miejskiej). Ale wcześniej nie musiałem z nich uciekać, bo wcześniej nie miałem narastającego z każdą chwilą poczucia osaczenia i fizycznego wręcz nacisku otoczenia. Wcześniej nie unikałem chodzenia do sklepu, żeby tylko nie musieć spotykać ludzi.

Na ironię zakrawa fakt, że do powstania zaburzeń najbardziej przyczynił się odniesiony sukces. Oto zostałem doceniony przez samą górę i w uznaniu zasług zaproponowano mi objęcie stanowiska kierowniczego średniego szczebla w nowym miejscu. O radości! Radości było mało, stresu i użerania się o wiele więcej. I tak to się zaczęło. Najpierw pojawiły się kłopoty ze snem. A potem to, co opisałem wyżej. Potem podziękowano mi za pracę (nie miało to nic wspólnego z moim stanem zdrowia - po prostu przetasowania w strukturze urzędu z powodu nowej wizji nowego kierownictwa i likwidacja całego działu). A potem poszedłem do psychiatry.

Najbardziej wkurzający w depresji jest fakt, że to własny organizm robi człowiekowi krzywdę. Mózg nakazuje produkcję substancji, które zaburzają gospodarkę hormonami itp. Dlatego leczenie farmakologiczne prowadzi w głównej mierze do przywrócenia równowagi. Dodatkowo musiałem wyleczyć trwałą bezsenność, która wcale nie poprawiała ogólnego stanu.

Brałem różne SSRI (późne wnuki słynnego Prozacu), benzodiazepinę (dalecy kuzyni nie mniej słynnego Xanaxu), środki nasenne (w tym Zolpidem - wyjątkowe świństwo). Zadziałało, choć potrzebowałem naprawdę dużo czasu i w międzyczasie odwalałem różne numery.

Z bezsenności wyleczyłem się po prawie roku brania środków nasennych. Z depresją walczę nadal, tym razem wspomagając się terapią u psychoterapeuty. Pomogło. Zmieniłem nastawienie do życia, podejście do problemów otaczającego świata. Aktualnie czuję się na tyle dobrze, że zacząłem szukać pracy.

Tylko czasem mam gorszy dzień, kiedy najchętniej zapakowałbym się pod kamień na 24h.
To przypomina mi, że depresja to jednak zimna suka jest. I że sporo jeszcze walki przede mną.

piątek, 30 sierpnia 2013

Komu, komu...

UWAGA! 
Trwa TSG2K15: Troll's Summer Giveaway 2015! Niniejsza notka jest już nieaktualna.

Wersja nieaktualna:

Z ostatnich promocji na gry została mi jeszcze kupa kluczy do oddania:

Steam:

Mirror's Edge

Europa Universalis III: Complete (Uwaga! Wbrew nazwie zawiera tylko 2 z 4 dodatków)
Warlock: Master of Arcane
Leviathan: Warships
DungeonLand
Brutal Legend
paczka: Tropico 3 Steam Special Edition, Sine Mora, SkyDrift i Anna: Extended Edition (1 kod na wszystko)

Origin:

Burnout Paradise Ultimate Box
Medal of Honor
Mirror's Edge

Zainteresowani proszeni są o wpisanie w komentarzu co im wysłać i podanie namiaru na siebie.


 

Tytułem wstępu - kilka słów o trollu

Wiek - chrystusowy (and counting).
Stan cywilny - (stary) kawaler. Z uwagi na alergię - stan zakocenia: 0. A szkoda, bo KOTY SĄ
 MIŁE.
Zawód wyuczony: ekonomista (śmiech na sali).
Zainteresowania - obserwowanie rzeczywistości spod trollowego mostu i komentowanie tejże.
Inne zainteresowania - m.in. historia (ze szczególnym uwzględnieniem średniowiecza), kino (raczej starsze produkcje), literatura (kryminał/sensacja i fantastyka), gry komputerowe, zwiedzanie zakamarków internetów.
Gust - eklektyczny. Znajdzie się miejsce np. i dla Wojciecha Młynarskiego, i dla Morbid Angel.
Polityka - gardzę.
Religia - "dajcie żyć po swojemu - grzesznemu, a i świętym żyć będzie przyjemniej!".
Książki - pochłaniam.
Żarcie - pochłaniam także.
Bloguję - bo chyba mnie pogięło. Nieregularnie.

A bo mnie zmusili...

Zaraz, zaraz - ja blogerem? Pogięło mnie? Mam poważniejsze problemy w życiu. 
Ale skoro macie dość przynudzania w innym miejscu, będę przynudzał tutaj. Czujcie się ostrzeżeni. Dante, bramy piekieł i te sprawy.