poniedziałek, 10 listopada 2014

Troll ogląda #8 - My Lord, I have a cunning plan!

Historia zna wielu kłamców. Kopernik. Goebbels. Święty Ralf Kłamca. Ale żaden z nich nie był tak perfidny jak Henryk VII Tudor. Nie dość mu było, że sportretował Ryszarda III jako zdeformowanego maniaka. Musiał jeszcze wymazać z kronik okres panowania Ryszarda IV.

Że co proszę? Że niby nie było żadnego "panowania Ryszarda IV"? Że to Ryszard III pozbył się bratanka w Tower? Sami widzicie, jak skutecznym kłamcą był Henryk VII. Jego następcy wcale nie byli odeń gorsi. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w annałach historii nie zachowały się opisy życia i czynów członków rodu Edmunda, diuka Edynburga, zwanego "Czarną Żmiją"? Na szczęście dla nas i dla historii w ogóle panowie Richard Curtis, Rowan Atkinson i Ben Elton odnaleźli i upublicznili dowody świetności tego rodu. Dzięki nim poznaliśmy prawdziwą historię bitwy na polach Bosworth i tego, co stało się potem. Pozwólcie zatem, że troll przybliży wam prawdę o czasach dawno minionych. Przed państwem - The Black Adder!

Piosenka końcowa, sezon pierwszy

I znów jesteśmy w latach 80. ubiegłego wieku. Producent, scenarzysta i reżyser Richard Curtis (który w przyszłości miał dać światu m.in. Four Weddings and a Funeral (1994), Notting Hill (1999), Bridget Jones's Diary (2001) i Love Actually (2003)) oraz aktor Rowan Atkinson (ogółowi znany bardziej jako Mr. Bean) wydębili od BBC zamówienie na realizację sześcioodcinkowego kostiumowego serialu komediowego. Dysponując dużym budżetem rozszaleli się nieco, kręcąc w plenerach, z udziałem licznej obsady, statystów, koni, rekwizytów itp. Efekt końcowy - pierwszy sezon wyświetlano od czerwca do lipca 1983 r. - nie spełnił w 100% oczekiwań twórców (nie mówiąc o księgowych BBC - realizacja kosztowała okrągły milion funtów). Zdaniem samego Atkinsona serial "wyglądał świetnie, ale nie był tak śmieszny, jak byśmy chcieli". Dopiero po trzech latach udało się przekonać BBC do nakręcenia drugiego sezonu. Atkinson zrezygnował z pisania scenariusza (był współautorem w pierwszym sezonie), natomiast Curtis zaczął współpracę z Benem Eltonem. Tym razem trafiono w przysłowiową dziesiątkę. Do 1989 r. powstały trzy kolejne sezony oraz kilka odcinków specjalnych. Po 10 latach przerwy Blackadder powrócił w 1999r. w półgodzinnym odcinku specjalnym, wyświetlanym w londyńskim Millennium Dome w ramach obchodów końca tysiąclecia. Wprawdzie nie powstały kolejne odcinki, ale fenomen serii trwa nadal (nakręcono 2 filmy dokumentalne, a w 2012 r. Rowan Atkinson wystąpił jako Sir Edmund Blackadder, CEO Melchett, Melchett & Darling Merchant Bank w ramach "We Are Most Amused", owacyjnie witany przez publiczność).

Lord Edmund Blackadder, uroczy drań

The Black Adder (1983, scen. Rowan Atkinson & Richard Curtis, reż. Martin Shardlow)
Osadzony w okresie ostatnich lat Wojny Róż, stanowi zapis sekretnej (i ma się rozumieć fikcyjnej) historii panowania Ryszarda IV, bratanka i następcy Ryszarda III. Edmund (Atkinson), młodszy syn Ryszarda, diuka Yorku (gościnnie występujący Brian Blessed), jest oślizłym, tchórzliwym, leniwym, podłym i ogólnie odrażającym typkiem. Po bitwie na polach Bosworth, w której zginął Ryszard III (do czego nasz protagonista przyłożył rękę...) i ucieczce Henryka Tudora (do czego też przyłożył rękę...) tron obejmuje Ryszard IV, a Edmund zostaje diukiem Edynburga, zwąc się odtąd "Czarne Warzywo". A przynajmniej zwałby się tak, gdyby nie szybka interwencja jego nadprzeciętnie szczwanego sługi, Baldricka (Tony Robinson, powtarzający tę rolę w kolejnych seriach), dzięki któremu narodził się "Czarna Żmija". Przypadkowo spotkane w lesie trzy wiedźmy (mhmmm... skąd my je znamy?) przepowiadają Edmundowi, że będzie królem. I ten postanawia dopomóc spełnieniu się przepowiedni. Szkoda, że proroctwo przeznaczone było dla Henryka Tudora...
W kolejnych odcinkach poznajemy historię nieprawego pochodzenia jednego z królewskich synów, krótkie rządy Edmunda jako Arcybiskupa Canterbury, okoliczności jego małżeństwa i procesu o czarownictwo, a także dowiadujemy się, że przepowiednia - choć prawdziwa - okazała się cholernie nieścisła, jeśli chodzi o okoliczności wstąpienia na tron i długość trwania rządów.
Pierwszy sezon, choć powszechnie uznawany za najsłabszy, stał się solidnym fundamentem serii, wprowadzając jej mniej lub bardziej stałe elementy, jak obecność Baldricka i jego catch-phrase ("Mój Panie, mam szczwany plan"), rolę Tima McInnerny (Lord Percy Percy, Diuk Northumberlandu) jako niezbyt inteligentnego towarzysza i obiekt żartów głównych bohaterów czy temat przewodni - żądzę władzy naszego protagonisty.
Najlepszy odcinek: The Archbishop (aczkolwiek The Queen of Spain's Beard i Witchsmeller Pursuivant depczą mu po piętach).

Sekwencja tytułowa drugiego sezonu, parodia czołówki innego klasycznego serialu BBC - I, Claudius

Blackadder II (1986, scen. Richard Curtis & Ben Elton, reż. Mandie Fletcher)
Odległy potomek Edmunda, diuka Edynburga (wziąwszy pod uwagę okoliczności małżeństwa i śmierci tegoż - chyba nie chcę wiedzieć czy był potomkiem legalnym), lord Edmund Blackadder, jest członkiem dworu rozwydrzonej Elżbiety I (Miranda Richardson). Szermując sprytem i dowcipem stara się ze wszystkich sił zachować głowę i zdobyć majątek, przy okazji o mało co nie żeni się ze swoim służącym i udowadnia, że niejaki Cook był kłamcą, jeśli chodzi o to, kto co odkrył.
Punkt zwrotny serii. Dzięki zamianie ról (teraz to Edmund jest przebiegły i czarujący, a Baldrick - tępy i odrażający), Blackadder stał się ujmującym i sarkastycznym draniem, jakiego wszyscy znamy i kochamy. Ponadto w serialu pojawili się inni świetni komicy (na stałe Stephen Fry jako Lord Kanclerz Melchett, a w rolach epizodycznych nieodżałowany Rik Mayall jako Lord Flashheart i  Hugh Laurie jako książę Ludwig Niezniszczalny), uzupełniając obsadę i zwiększając 'komiczną siłę uderzeniową" serii.
Najlepszy odcinek: Heads (Money tuż za nim, Beer uzupełnia podium).

Blackadder the Third (1987, scen. Richard Curtis & Ben Elton, reż. Mandie Fletcher)
O, jakże nisko upadł ród Blackadderów.  Obecny jego potomek - Mr. Edmund Blackadder, Esq. - jest zaledwie majordomem u Jerzego, księcia Walii (Hugh Laurie, tym razem już na stałe w obsadzie). Anglią włada szalony Jerzy III, na Kontynencie szaleje Rewolucja, a książę regent jest afektowanym, niekompetentnym bufonem. W tym środowisku E. Blackadder czuje się jednakowoż jak ryba w wodzie, nieustannie wykazując się podszytym niebagatelnym draństwem geniuszem. Jedyne co stoi na jego drodze do potęgi, to niekompetencja pracodawcy, aż nazbyt często krzyżującego plany swego sługi.
Kontynuacja tendencji z poprzedniej serii. Poziom kompetencji (i niegodziwości) Edmunda urósł w stopniu zastraszającym, równie proporcjonalnie urosła tępota Baldricka. McInnerny zrezygnował z roli Percy'ego (wystąpił za to gościnnie w jednym z odcinków, jako lord Topper alias The Scarlett Pimpernel - arystokrata-vigilante, ratujący arystokratów francuskich przed Rewolucją), przez co rolę butt-monkey zaczął odgrywać Laurie. Stephen Fry i Miranda Richardson także pojawiają się w epizodach (odpowiednio jako Arthur Wellesley, diuk Wellington i Amy Hardwood alias rozbójnik The Shadow). Gościnnie wystąpił także Robbie Coltrane (jako Dr. Samuel Johnson, autor pierwszego słownika języka angielskiego).
Ciekawostka/spoiler: jest to jedyny sezon, w którym Blackadder faktycznie osiąga sukces, dosłownie zdążając doń po trupach.
Druga ciekawostka: tytuły odcinków są żartem z aliteracyjnej konwencji stosowanej czasami przez Jane Austen.
Najlepszy odcinek: Amy and Amiability (ale cała seria jest świetna).

Sekwencje tytułowe z sezonów trzeciego i czwartego

Blackadder Goes Forth (1989, scen. Richard Curtis & Ben Elton,reż. Richard Boden)
Ostatnia seria jest jednocześnie najbardziej ponurą. Nie to, żeby nie była śmieszna. Jest, momentami nawet bardzo. Ale osadzenie jej w ostatnim roku Wielkiej Wojny, na froncie, gdzieś we Flandrii, sprawia, że śmiech ten jest czasem nader gorzki. Kapitan Edmund Blackadder, porucznik czcigodny George Colthurst St. Barleigh (ponownie Hugh Laurie) i szeregowy S. Baldrick tkwią w okopie, w oczekiwaniu na kolejny genialny plan marszałka polnego Haiga (polegający nieodmiennie na wyjściu z okopów i powolnym marszu przez ziemię niczyją w kierunku okopów wroga. What could possibly go wrong?!). Przez cały sezon Blackadder czyni wszystko, aby wydostać się z tej sytuacji, niechętny do umierania za króla i ojczyznę. Najchętniej dołączyłby do sztabu generała Melchetta (powracający do serialu Stephen Fry), ale tę drogę blokuje mu - nie bez złośliwej satysfakcji - kapitan Kevin Darling (także powracający Tim McInnerny). Kolejne plany spełzają na niczym, aż w końcu przychodzi moment wielkiego szturmu. I przejmującego zakończenia serii.
Czwarta seria ma wymowę mocno antywojenną, z naciskiem na absurd wojny jako taki, idąc w ślady takich dzieł jak Paragraf 22 czy M.A.S.H.. Zgodnie z tradycją niewielkie rólki odgrywają aktorzy z poprzednich serii (m.in. Miranda Richardson i Rik Mayall).
Ciekawostka: wszystkie tytuły odcinków są grami słownymi, opartymi o stopnie wojskowe (np. General Hospital czy Corporal Punishment).
Najlepszy odcinek: Goodbyeee.

Odcinki specjalne:
Blackadder: The Cavalier Years (1988)
Krótki skecz opisujący wyczyny Edmunda Blackaddera w dobie rewolucji Cromwella. Z udziałem Stephena Fry w roli Karola I.
 
Blackadder's Christmas Carol (1988)
Czyli parodia Opowieści Wigilijnej Dickensa albo Blackadder w czasach wiktoriańskich. Ebenezer Blackadder jest najlepszym człowiekiem w Anglii - choć zbyt naiwnym i stanowczo nie dość asertywnym. Wszystko zmienia się w wyniku wizyty Ducha Świąt (Robbie Coltrane). Ma się rozumieć, na gorsze.

Blackadder: Back & Forth (1999)
Wspomniany odcinek na koniec tysiąclecia. Blackadder wynajduje wehikuł czasu i za jego (oraz Baldricka) pomocą zmienia przeszłość i przyszłość, spotykając po drodze wielu swoich przodków i ogólnie czyniąc wiele zamieszania. 
W nagraniu wzięli udział członkowie obsady wszystkich poprzednich części, a także m.in. Colin Firth (jako Will Shakespeare) i Kate Moss (jako Lady Marion).

Finał ostatniego odcinka czwartej serii
Goodbyeee!

Dla trolla, miłośnika brytyjskiej odmiany humoru, serial pozostaje szczytowym dokonaniem w tej dziedzinie, a rola Blackaddera - najlepszą rolą Rowana Atkinsona (którego uwielbiam jako aktora i któremu, moim zdaniem, rola Mr. Beana zrobiła nieodwracalną krzywdę wizerunkową. szufladkując go jako odtwórcę ról osobników nieszczególnie inteligentnych). Serdecznie polecam.

Na zakończenie anegdotka o tym, jak to próżność bywa ukarana, a internet niczego nie zapomina. Dawno temu, w czasach studenckich, podjąłem się przetłumaczenia napisów do serialu na polski - w prezencie dla kolegi. W przypływie szaleństwa - które tłumaczyć może wyłącznie próżność - podzieliłem się swoją twórczością (ukończyłem tłumaczenie 2 pierwszych sezonów, resztę przełożył już ktoś inny) z internetem. Jakież było moje przerażenie, gdy - w ramach researchu do tego wpisu - znalazłem płody swojej tfurczości translatorskiej na stronie opensubtitles.org - ze statystykami ściągnięć, idącymi w setki. Ze wszystkimi błędami, nielogicznościami i chropawością nieudolnego przekładu. Na szczęście bez danych autora. Argh.


sobota, 8 listopada 2014

Troll czyta #9 - Wiwat srebrny jubileusz!

- Nie wznoś głupich okrzyków, gamoniu. Jeszcze nie skończyłem mowy.
- Znam jej dalszy ciąg. Mamy dokonać pięćdziesiątej próby zdobycia Mirmiłowa.
- Hm... No tak, lecz tym razem będzie to atak skuteczny.

W dzisiejszym wpisie troll po raz kolejny udaje się w nostalgiczną podróż do czasów pierwszej młodości. Jest to także pięćdziesiąta próba zdobycia czytelników. I być może będzie to atak skuteczny. A przynajmniej skuteczniejszy od wyczynów rycerzy-rozbójników, zwanych Zbójcerzami.

Nieodżałowany Janusz Christa (1934-2008) podarował polskiemu komiksowi kilka duetów bohaterskich. Gucek i Roch. Kajtek i Koko. A przede wszystkim - Kajko i Kokosz. Nie zamierzam tracić miejsca na roztrząsanie, czy są oni, czy też nie są klonami Asteriksa i Obeliksa. Ich przygody są rdzennie polskie, nawet jeśli sam pomysł na postacie był (co nie jest ostatecznie przesądzone) galijski.

Na przestrzeni kilkunastu (konkretna liczba różni się w zależności od wydania, reedycja Egmontu z roku 2003 liczy 20 pozycji) albumów Christa zaprezentował czytelnikowi losy grodu nad jeziorem i jego mieszkańców. Niby cała historia dzieje się w bliżej nieokreślonym wczesnym średniowieczu na ziemiach słowiańskich (stąd np. Trygław, Swarog/Swarożyc, Perun czy piraci z Jomsborga), ale jednocześnie jest to mocno alternatywna rzeczywistość, kulturowo i mentalnie zahaczająca o współczesność (autora, komiksy powstawały w latach 70. i 80.; ostatni album - Mirmił w opałach - Christa narysował w roku 1990). Stąd w komiksie odwołania do "dokonań" PRLu ("(Kapral) Hegemonie, melduję, że zgodnie z planem mieliśmy budować machinę w tydzień, zobowiązaliśmy się ten czas skrócić o sto procent, a zobowiązanie przekroczyliśmy o dwieście procent." - Dzień Śmiechały), biurokratyczne instytucje (Najwyższa Komnata Kontroli, Książęcy Prezes Krzepy i Turniejów, skierowania na wczasy, "święty napis" - "REMANENT", sprawozdania z bitew z Omsami itp.) i inne. 
 
Oddział śpiewa!

Mirmiłowo, gród nazwany tak od imienia władcy, księcia (w niektórych albumach - kasztelana) Mirmiła, zamieszkuje istna galeria barwnych postaci. Na czele listy oczywiście znajdują się główni bohaterowie - niewysoki, sprytny Kajko i myślący mięśniami rąk przesądny Kokosz. Tuż za nimi uplasowuje się sam Mirmił, poczciwina ze skłonnościami do dramatyzowania, trzymany pod pantoflem przez słusznych gabarytów małżonkę, Lubawę. W rolach drugoplanowych występują: brat Mirmiła - książę Wojmił, ciotka Kokosza - czarownica Jaga, jej mąż Łamignat, zbój-dżentelmen, nieulękły i rymujący woj Wit (pętający się w różnych rolach po różnych albumach), smok Miluś, wyhodowany przez Kajka i Kokosza oraz inni mieszkańcy grodu (w tym osobnicy występujący tylko w niektórych albumach - jak spiskujący szambelan ze Złotego pucharu czy pochlebcy Chwalisz i Gładzisz z Zamachu na Milusia). Głównymi antagonistami są wspomniani wyżej rycerze-rozbójnicy Zbójcerze, z pyszałkiem Hegemonem na czele, lizusem Kapralem tuż za jego plecami (a nie jest zbyt bezpiecznie odwracać się plecami do Kaprala...) i nomen-omen Ofermą gdzieś na szarym końcu hierarchii. W pojedynczych albumach pojawiają się także inni niemilcy, jak książę Dajmiech ze swoim wojskim, Niesławem i kuzynem Kanclerzem, Czarne Trójkąty pod przewodnictwem Wielkiego Kompana czy Rangar Złotowłosy i jego wikingowie (w tym: wikingowie-emeryci, których małżonki nie puszczają na wyprawę). 

Fabuła może nie jest przesadnie najwyższych lotów (co i rusz gródek i/lub jego władcę/mieszkańców spotyka jakieś mniejsze lub większe nieszczęście - albo Zbójcerze po raz n-ty usiłują go zdobyć - i Kajko z Kokoszem wyciągają wszystkich z tarapatów), ale za to teksty, jakie wygłaszają bohaterowie, są najlepszej próby. Oto - naprawdę duża - garść cytatów:

"(Kajko)Trzeba mu delikatnie napomknąć o sprawie, która tu nas sprowadza.  (Kokosz)Wspólnie z szambelanem skradłeś naszemu księciu złoty puchar. Przychodzimy, by  ci go odebrać - złodzieju. (Wielki Kompan Czarnych Trójkątów) CO?! JAK ŚMIESZ!!  (Kokosz)A nie mówiłem ci, że on od razu zacznie się awanturować?" - Złoty puchar
"(Kokosz)Wit, żyjesz? Powiedz coś do rymu." - Szranki i konkury
"(Łamignat) Buuu! Kara śmierci! Przy moim zdrowiu! Ja tego nie przeżyję... O, lelum-polelum! (Kokosz) Hipochondryk" - Woje Mirmiła
"(Kapral) Kto jest niepokonanym wodzem Zbójcerzy? (Zbójcerze) KRWAWY HEGEMON! (Kapral) Niech co... Krwawy Hegemon? (Zbójcerze) NIECH ŻYJE!"
"(Mirmił) TO JUŻ DRUGI RAZ!! Co to ma znaczyć, hultaju?! Pozwoliłem ci napadać na mnie tylko raz w miesiącu!! (Kajko) Przekroczył plan."
"(Kapral) Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół! (Siłacz) GRUCH! (Kapral) Bałwan!"
"(Kapral) Dość tych żartów! Baczność! To jest napad! Jesteśmy Zbójcerzami!!"
"(Zbójcerz)Uciekajmy... (Kapral) Czyńmy to z godnością."
"(Dyrektorka Szkoły Latania) SZKOŁA ŁATANIA?! Kto śmiał?!..."
"(Kapral) Wodzu, oni tam coś pili. (Hegemon) Nie otrzymają swojej części łupu. (Oferma) Łłupu i cupu ddostaliśmy jjuż od Kajka i Kkokosza."
"(Kajko, Kokosz i Mirmił, śpiewają)Kto tarana używa, od tarana obrywa!"
"(Kapral) To już nawet nie klęska, Hegemonie. To pogrom..." - Szkoła latania (jak widać - kopalnia świetnych tekstów)
"(Kapral) Melduję, że przeprowadziłem dokładny remanent naszych łupów. Melduję, że wśród wielu cennych rzeczy jest tam odebrana pewnemu czarownikowi szkatuła. Melduję... ep! (Hegemon) PRZESTAŃ MELDOWAĆ! GADAJ JAK POGNĘBIĆ MIRMIŁA!!"
"(Mirmił) Posadź orchidee na moim grobie"
"(Mirmił) Nie jadasz chyba kasztelanów?! (koszmar senny w postaci barana) Owszem. Najlepsze z nich są bitki"
"(Hegemon) Proś o nagrodę. Nie odmówię ci nawet podwyżki"
" (Hegemon)Porwij więc pasterzom największego barana. Jeśli źle się spiszesz utnę ci... (Kapral) ...Premię! (Hegemon) Utnę ci premię i głowę, a nawet ZDEGRADUJĘ!! (Kapral) Och, tego bym nie przeżył!"
"(Kapral) Mamy was, ptaszki! Najpierw zabierzemy wam pieniądze, przeznaczone na zakup barana, a potem... (Oferma) Na plasterki! (Kapral) JA TEGO BAŁWANA SPISZĘ NA STRATY!! ...a potem na plasterki."
"(Kajko) Dobra zupka. Za zdrowie cioci, za zdrowie wujka, za zdrowie Hegemona..."
"(Łamignat) Siedź lepiej cicho, lelum polelum, bo ci znowu uczynię aluzję" - Wielki turniej (kolejna kopalnia tekstów)
"(Sternik) Za dodatkową opłatą nasz statkowy trubadur umili wam rejs, śpiewając przebój (Trubadur) Bum tralala, chlapie fala, po głębinie statek płynie... (Narrator) "Mijały godziny" (Sternik) Za dodatkową opłatą nasz statkowy trubadur umili wam rejs, nie śpiewając już przeboju"
"(Arcykapłan) Witam was Ranowie, i zapytuję, czy mnie widzicie zza świętego kołacza? (Ranowie) Nie widzimy! Ani trochę. LAP! (Kajko lub Kokosz) To bardzo dobrze. (Arcykapłan) AU!"
"(Mirmił) Dajcie mi łuk. Ja się zastrzelę..." - Na wczasach
"(Lubawa) Mirmiłku, nie desperuj."
"(Lubawa, stojąc na drzwiach, które przygniotły Mirmiła) Na pomooc! Uwolnijcie mnie z ucisku tyrana i despoty!!" - Zamach na Milusia
"(Chór Zbójcerzy) LULI, LULI, ISTOTKO MIŁA, NIECH CI SIĘ PRZYŚNI MOGIŁA MIRMIŁA! (Hegemon) Prrecz! Do puszczy!! Uczcie się śpiewu u wilków!"
"(Zbójcerze) Wodzu, ja chcę do historii! Byłem pierwszy! Ja! On nie zasługuje! (Kapral) Pozwól mnie zabić smoka! (Hegemon) Baczność! Nie pchać mi się do historii! Tylko wielki Hegemon ma w niej miejsce!"
"(Zbójcerz) Wodzu jak na to wpadłeś? (Hegemon) Jestem geniuszem strategii, lecz zamilcz, bo nie znoszę pochlebstw."
"(Kapral) Co to ma znaczyć? (Zbójcerze) Umknęli nam sprzed nosa. Hegemon, co ty na to? (Hegemon) Ja w to nie wierzę." - Skarby Mirmiła
"(Hegemon, pod wpływem eliksiru zapomnienia, do Kaprala) I ppamiętaj russsałko, żżże nie wwwolno ppolować na dziki"
"(Hegemon, po uwolnieniu spod wpływu eliksiru, do Kaprala) Chodź tu, maleńki. Jeśli ja jestem dzikiem, to ty wnet staniesz się nieznanym obiektem latającym."
"(Mirmił) Każ mi po śmierci usypać kurhan nad jeziorem. (Lubawa) Nad jeziorem nigdy. Wilgoć mogłaby ci zaszkodzić. (Mirmił) Masz rację. I nie zapraszaj na mój pogrzeb Hegemona. To by mi zepsuło humor."
"(Kokosz) Co dziś będziemy robili? (Kajko) Jak zwykle nic. Będziemy pełnili służbę wojów." - Dzień Śmiechały
"(Hegemon) Spójrz mi w oczy, uzurpatorze! (Kapral) Wwwodzu... jjjuż... wwwróciłeś?..."
"(Narrator) Hegemon klął bardzo długo. Wreszcie wyczerpał repertuar. (Hegemon) Przynieście mi słownik brzydkich wyrazów" - Festiwal czarownic

Mirmiłku, nie desperuj!

Jak widać szczególnym talentem do popełniania genialnych tekstów wykazywali się Zbójcerze, z Hegemonem i Kapralem - ma się rozumieć - na czele. Teksty z komiksu weszły do języka powszechnie używanego i obecnie żyją własnym życiem. Kto nie wierzy, niech pogógla.

Trochę dziwne - i trochę szkoda - że mając do dyspozycji taki materiał źródłowy, nie pokuszono się o ekranizację. Owszem, były plany - ale nic z nich nie wyszło. Kajko i Kokosz zostali za to bohaterami gier - ale troll w nie nie grał, więc się nie wypowiada. Natomiast komiksy poleca. Zwłaszcza w jesienne ponure dni będą jak znalazł na poprawę nastroju.

 

piątek, 24 października 2014

Troll ogląda #7 - Robin, the Hooded Man

Jeśli - jak troll - macie tych trzydzieści parę lat, istnieje duża szansa, że w późnych latach 80. ubiegłego wieku siadywaliście - w soboty rano? w soboty po południu? w niedzielę po południu? pamiętam kilka różnych pór emisji (za to nie pomnę, która była pierwsza), więc nie będę się upierał przy żadnej z nich - przed telewizorami, żeby emocjonować się przygodami legendarnego banity z lasu Sherwood.

 
 Podła jakość, ale wtedy tak kręcono seriale.
Do dzisiejszych blockbusterów HBO technicznie się nie umywa. Ale klimat nadal jest.
 
Kto to taki Robin Hood - wiedzą wszyscy. Legend, podań, książek, filmów, seriali telewizyjnych i gier komputerowych z jego udziałem jest legion. Dlaczego zatem wspominam akurat tę wersję? Co czyni ją wyjątkową? Upraszczając i w wielkim skrócie: klimat.

Fabuła w ogólnych zarysach zgodna jest z wersją kanoniczną: Robin i jego Wesoła Kompania (Will Szkarłatny, Mały John, brat Tuck, Lady Marion), ścigani przez złego Szeryfa z Nottingham, siedzą w lesie Sherwood, rabują bogatych i obdarowują biednych. Zostają także ułaskawieni przez króla Ryszarda Lwie Serce. Banał. Ciekawiej się robi dopiero, kiedy zagłębimy się w szczegóły.

Główny konflikt rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Od początku zarysowana jest opozycja: anglosascy wieśniacy - normańska klasa uprzywilejowana. Robin jest synem przywódcy ludowego powstania przeciw Normanom, a wieś Loxley, z której pochodzi, zostaje spalona w otwierającej pierwszy odcinek scenie. Większość negatywnych postaci to normańscy wielmoże - z Szeryfem z Nottingham, Robertem de Rainault, jego bratem, opatem Hugonem i ich zausznikiem, Guyem z Gisburne na czele. Nieliczni pozytywni przedstawiciele arystokracji (Robert, syn earla Huntingdon, Ryszard z Leaford, jego córka Lady Marion) pochodzą ze starej saskiej szlachty.

Drugi podstawowy konflikt to starcie między "siłami Światła" i "mocami Ciemności". Na przedstawiciela "sił Światła" Robina wybiera Herne Łowca (Herne the Hunter, w serialu mistyk i szaman, w mitologii duch opiekuńczy lub pomniejsze bóstwo lasów i łowów), przemawiający w imieniu Rogatego Boga (Horned One, prawdopodobnie celtycki Cernunnos) i przekazuje mu Albion, jeden z mieczy wykutych przez samego Weylanda Kowala (w serialu: Waylanda, w sagach skandynawskich noszącego imię Volundr; przypisuje mu się wykucie m.in.  Durendala, którym walczył Roland (La Chanson de Roland), kolczugi Beowulfa (Beowulf) czy Grama, którym Sigurd zabił smoka Fafnira (Volsungasaga); w serialu mieczy wykutych przez Waylanda jest siedem i każdy z nich nosi w sobie "moce Światła i Ciemności"). "Moce Ciemności" też mają swych wybrańców: okultysta baron Simon de Belleme, przywódczyni kultu diabła przeorysza Morgwyn z Ravenscar czy pogański czarownik Gulnar. Motywy mistyczne i okultystyczne parokrotnie stają się osią fabuły (wspomniane miecze Waylanda, golem-sobowtór czy wioska zmarłych Cromm Cruac), sam Robin określa się mianem "syna Herne'a", a banici wielokrotnie wzywają Herne'a, jakby był ich bóstwem opiekuńczym ("Herne, protect us"). 

Robin (The Hooded Man)

Jak przystało na retelling serial zrywa z niektórymi klasycznymi motywami i wprowadza nowe. W ponury sposób rozprawia się z mitem o dobrym królu Ryszardzie (i to w zgodzie z prawdą historyczną). Owszem, początkowo Coeur de Lion ułaskawia banitów. Ale kiedy Robin odmawia udania się na wyprawę wojenną, jaką Ryszard zamierza poprowadzić do Francji, ściąga na siebie królewski gniew i nowy wyrok. Nowym motywem, który potem został parokrotnie powielony, jest Saracen w gronie banitów - Nasir (początkowo sługa barona de Belleme, do banitów przystał ...bo postać spodobała się producentowi i reżyserowi). Anegdota głosi, że scenarzyści Robin Hood: Prince of Thieves (1991, reż. Kevin Reynolds) postać, którą zagrał Morgan Freeman, też początkowo nazwali Nasir - dopiero później dowiedzieli się, że to wymysł autorów serialu i zmienili imię w obawie o zarzuty naruszenia praw autorskich. Nowym motywem, ale zgodnym z niektórymi teoriami nt. pochodzenia postaci Robin Hooda (miałby on być bohaterem zbiorowym, którego miano nosiło wielu różnych banitów), jest też ...śmierć głównego bohatera. W ostatnim odcinku drugiego sezonu Robin z Loxley ginie za sprawą Szeryfa. Nie jest to jednak koniec dziejów Robina w Kapturze - Herne wybiera bowiem kolejnego "syna".
 
Twórcy zadbali w dużej mierze o wierność wizualną. Serial kręcono w plenerach i historycznych miejscach, z udziałem licznych statystów. Nie ustrzeżono się błędów (głównie w przypadku ahistorycznej broni i zbroi), ale ogólnie kostiumy i rekwizyty wypadły przekonywająco i z pożytkiem dla budowania klimatu opowieści. Swoje zrobił też sposób filmowania (ujęcia z ręki, zbliżenia, kolorystyka), zastosowane sztuczki montażowe i kreatywnie wykorzystane efekty dźwiękowe.

Na osobną wzmiankę zasługuje genialny soundtrack stworzony przez irlandzki zespół Clannad. Nagrano kilkanaście utworów, które potem wielokrotnie wykorzystano jako motywy przewodnie dla konkretnych typów scen (utwór Battles towarzyszący scenom bitewnym, fragmenty Strange Land dla podkreślenia tajemniczości zdarzeń czy Now is Here i Together We w scenach zbiorowych; motywy przewodnie przypisane konkretnym postaciom - Robin (The Hooded Man), Herne, Lady Marian, Scarlet Inside). Sam soundtrack (wydany pt. Legend w 1984 r.) został w 1985 r. nagrodzony nagrodą BAFTA.

Together We

Wielką siłę serialu stanowi obsada, szczególnie charyzmatyczny (i - zdaniem znanych trollowi kobiet - przystojny) Michael Praed w roli głównej (sezony 1 i 2). Dokooptowany do obsady po jego rezygnacji Jason Connery (Robert z Huntingdon, Robin w Kapturze w sezonie 3) wypada blado na tle swojego poprzednika. Lady Marion (z bujną grzywą rudych włosów) gra urocza Judi Trott. W postać Szkarłatnego Willa brawurowo wcielił się Ray Winstone (późniejszy Bors w King Arthur i Beowulf u Zemeckisa). Mark Ryan, który jako Nasir wypowiada zaledwie kilka zdań, jest m.in. śpiewakiem operowym. Robert Addie (serialowy Guy z Gisburne) wcześniej grał u Boormana w Excaliburze (jako Mordred). Nickolas Grace (Szeryf z Nottingham) jest głównie aktorem teatralnym (przepychanki słowne między Szeryfem i opatem dostarczają dużej dozy komizmu, podobnie jak kąśliwe uwagi Szeryfa pod adresem Gisburna). Nie zabrakło także udziału bardziej znanych aktorów: w roli króla Ryszarda gościnnie występuje John Rhys-Davies (m.in. Gimli w Lord of the Rings i Sallah w serii filmów o przygodach Indiany Jonesa), a Gulnara zagrał demoniczny Richard O'Brien (przede wszystkim twórca wspominanego już przez trolla The Rocky Horror Picture Show).

Opat: Każę ekskomunikować Gisburne'a!
Szeryf: Każ go powiesić - będzie szybciej.
Jedna z licznych perełek dialogowych.

Trochę szkoda, że po 3 sezonach (łącznie 26 odcinków; 6 w sezonie pierwszym, 7 - w drugim i 13 w trzecim) historia urywa się właściwie bez zakończenia. Z drugiej strony - jak powiedział reżyser pierwszego sezonu Ian Sharp - "skończyły (mu) się pomysły na zabijanie Normanów". Może zatem dobrze, że nie rozmieniono potencjału na drobne (choć takie zarzuty pojawiły się już po nakręceniu trzeciego sezonu, uznawanego za znacznie słabszy od poprzedników). W pamięci widzów (w tym trolla) serial ostatecznie zapisał się jako jedna z najlepszych wersji tej historii.

Robin of Sherwood (1984-1986, reż. Ian Sharp (sezon 1), Robert Milton Young (sezon 2) Ben Bolt, James Allen, Gerry Mill, Sid Robertson i Alex Kirby (sezon 3), scenariusz: Richard Carpenter we współpracy z Anthonym Horowitzem, Andrew McCullochem i Johnem Flanaganem, 26x50 min.) 


piątek, 10 października 2014

Troll ogląda #6 - Dźwięki muzyki

Pójdźmy za ciosem. Najwyżej mi się oberwie.

Kontynuując tematykę z poprzedniego wpisu - tym razem o moich ulubionych piosenkach musicalowych. Ponieważ praktycznie w każdym przypadku trudno było się trollowi zdecydować na jeden konkretny utwór - wybrałem po dwie. Kolejność - tak musicali, jak i samych piosenek - raczej przypadkowa. Poza pierwszym tytułem, którym jest mój ukochany musical ever.

Singin' in the Rain (1952, reż. Stanley Donen, Gene Kelly)
Film autotematyczny (musical o kręceniu musicalu, ha), świetna komedia z wspaniałą obsadą. Deszczową Piosenkę widziałem tyle razy, że już nie pamiętam ile. Dużo. Moje ulubione kawałki:

Make 'em Laugh, muzyka: Nacio Herb Brown, słowa: Arthur Freed, wykonuje: Donald O'Connor

Good Morning, muzyka: Nacio Herb Brown, słowa: Arthur Freed,
wykonują: Gene Kelly, Donald O'Connor i Debbie Reynolds

Ciekawostka: samą Debbie Reynolds (Kathy Selden, która w filmie dubbinguje Linę Lamont - gwiazdę niemego kina o skrzekliwym głosie) też zdubbingowano (dwie piosenki śpiewa Betty Noyes). A jej dublerki nie wymieniono w napisach. Hipokryzja czy autoironia?

Grease (1978, reż. Randal Kleiser)
Ekranizacja musicalu scenicznego o perypetiach miłosnych nastolatków w amerykańskiej szkole średniej, w latach 50. Żadnych nastolatków w obsadzie nie stwierdzono.

Summer Nights, muzyka i słowa: Jim Jacobs & Warren Casey,
wykonują: John Travolta, Olivia Newton-John et consortes

Greased Lightnin', muzyka i słowa: Jim Jacobs & Warren Casey,
wykonują: John Travolta et consortes

Cats (1998, reż. David Mallet)
Filmowa adaptacja (zrealizowana tak, aby wyglądała na zapis przedstawienia) musicalu Andrew Lloyda Webbera (na podstawie zbioru wierszy Old Possum's Book of Practical Cats T.S. Eliota wydanego w 1939 r., premiera musicalu - 1981) z udziałem niektórych członków obsady z obu głównych (londyńskiej i nowojorskiej) wersji.

 Mungojerrie and Rumpleteazer, muzyka: Andrew Lloyd Webber, słowa: T.S. Eliot,
wykonują: Drew Varley & Jo Gibb

 Macavity: The Mystery Cat, muzyka: Andrew Lloyd Webber, słowa: T.S. Eliot,
wykonują: Rosemarie Ford & Aeva May

Fiddler on the Roof (1971, reż. Norman Jewison)
Kolejna adaptacja musicalu scenicznego (który z kolei był adaptacją powieści Szolema Alejchema z 1894 r. Dzieje Tewjego Mleczarza). 

 Tevye's Dream, muzyka: Jerry Bock, słowa: Sheldon Harnick,
wykonują: Chaim Topol, Norma Crane, Patience Collier, Ruth Madoc et consortes


Miracle of Miracles, muzyka: Jerry Bock, słowa: Sheldon Harnick,
wykonuje: Leonard Frey

Ciekawostka: Skrzypek na Dachu doczekał się m.in. parodii w duchu Lovecrafta, zatytułowanej A Shoggoth on the Roof. Z uwagi na prawa autorskie wersja oryginalna, zawierająca muzykę ze Skrzypka (aczkolwiek solidnie zmodyfikowaną), nie jest wykonywana. Szkoda.

My Fair Lady (1964, reż. George Cukor)
Ma się rozumieć - adaptacja musicalu scenicznego (będącego adaptacją sztuki George'a Bernarda Shawa z 1913 r. Pygmalion).

With a Little Bit of Luck, muzyka: Frederick Loewe, słowa: Alan Jay Lerner,
wykonują: Stanley Holloway et consortes

Just You Wait, muzyka: Frederick Loewe, słowa: Alan Jay Lerner,
wykonują:
Audrey Hepburn (częsciowy dubbing: Marnie Nixon) i Charles Fredericks

Osobiście uważam, że spokojnie mogli pozwolić Audrey Hepburn zaśpiewać całość. Znalazłem fragment z przywróconym własnym głosem Audrey (tylko we fragmencie z pokojówkami słychać Marnie Nixon) - wcale nie wypada źle.




To oczywiście nie wszystkie moje ulubione utwory musicalowe. Ale resztę zostawię na inną okazję.

Bonus:

Tentacles z musicalu A Shoggoth on the Roof, muzyka i słowa: "He Who (for legal reasons) Must Not Be Named",
wykonują: H. P. Lovecraft Historical Society


PS: tytuł posta został oczywiście ukradziony z innego musicalu, który nie występuje w tym poście. Ale też jest fajny.

Troll ogląda #5 - You're a hot dog (...) Frank Furter!


Obejrzany kilka tygodni temu po raz pierwszy. Od prawie 40 lat nieustająco wyświetlany w kinach. Cult classic. Przed państwem...

The Rocky Horror Picture Show! (1975, reż. Jim Sharman)

Science Fiction/Double Feature

Film, który - P.T. Czytelnicy raczą wybaczyć, że ukradnę od Radka Teklaka - wprawił trolla w wielkie niczym Czomolungma zdumienie. Oraz zamęt grubymi nićmi szyty.

Powiedzmy to od razu - troll lubi musicale (niektóre na zasadzie guilty pleasure, ale zawsze). Singin' in the Rain widziałem naście razy. Grease też. Fiddler on the Roof nieco mniej, bo smutno się kończy. My Fair Lady kocham niesłabnącą miłością (Audrey H., najpiękniejsza kobieta świata! Szkoda, że nie pozwolili jej śpiewać). Cats widziałem (także) w teatrze. Nawet Mamma Mia i Chicago obejrzałem więcej niż raz. Nawet w koszmarnym (filmowym) Les Miserables znalazłem fajne piosenki.

Tym dziwniejsze powinno być, że Rocky'ego Horrora jakoś do tej pory omijałem. W końcu obejrzałem i od tych paru tygodni nie mogę się go pozbyć z organizmu. Nie wiem, co takiego brał Richard O'Brien (autor oryginalnej sztuki, piosenek i współautor scenariusza filmu, odtwórca postaci Riff Raffa), ale mógłby się podzielić. Chciałbym mieć tak barwną wyobraźnię i zdolność pisania tak chwytliwych utworów.

American Gothic, obraz autorstwa Granta Wooda, 1930 - jedna z inspiracji twórców filmu

Już sekwencja tytułowa (Science Fiction/Double Feature) sygnalizuje nastrój całości: grad odniesień do klasyki kina SF i horrorów klasy B z lat 30, 50 i 60 (m.in. King Kong (1933), The Invisible Man (1933), Forbidden Planet (1956) i The Day of the Triffids (1962)), uszminkowane usta Magenty (Patricia Quinn) i androgyniczny głos O'Briena. Głównych bohaterów: sztywnego nerda Brada (Barry Bostwick) i niewinną Janet (Susan Sarandon) poznajemy na ślubie ich znajomych. Brad daje się ponieść nastrojowi i w końcu się oświadcza (Dammit, Janet). Kiedy jadą obwieścić dobrą nowinę byłemu nauczycielowi, Doktorowi E. Scottowi (Jonathan Adams) - ciemną burzliwą nocą, dodajmy. Słuchając przemówienia abdykacyjnego Nixona. Z taśmy. WTF, Brad?! - na zupełnym odludziu łapią gumę. Szukając pomocy trafiają do ...zamku? W USA?! (Over at the Frankenstein place). Gdzie spotykają całą galerię zwariowanych postaci (Time Warp), z panem zamku, Doktorem Frankiem N. Furterem (Tim Curry, w makijażu, gorsecie i siatkowych pończochach), na czele (Sweet Transvestite).

Najlepsza villain song poza filmami Disneya

A potem fabuła staje na głowie i nie odpuszcza, aż do szalonego finału, który pozostawia naszych bohaterów zdezorientowanych i oszołomionych. Czego właściwie doświadczyli tej nocy?

Film jest dokładnie tak zwariowany, jak sugeruje powyższe streszczenie - a to dopiero pierwsze pół godziny (celowo pomijam resztę - wierzcie mi, najbardziej szalone fragmenty dopiero przed wami!). Debiutancka rola Tima Curry jest przeszarżowana. Wejście Meat Loafa (też debiut filmowy, rola Eddiego i piosenka Hot Patootie - Bless My Soul) - zupełnie znikąd. Kolejne piosenki i numery taneczne - coraz bardziej od czapy (szczególnie kulminacyjna sekwencja Rose Tint My World i I'm Going Home). Humor - coraz bardziej ryzykowny (Touch-a, Touch-a, Touch-a, Touch Me; "Eddie! That's a rather tender subject. Another slice anyone?"). Całość wieńczy krótki monolog Kryminologa (Charles Gray, przez cały film konsekwentnie ignorujący fourth wall i zwracający się do publiczności) - jakże, wydawałoby się, stosowny - o braku sensu. A mimo wszystko to naprawdę działa.

Publiczność, po początkowej konsternacji, film pokochała (obecnie seanse odbywają się z radosnym udziałem publiczności, wliczając rzucanie komentarzami i - specjalnie w tym celu wręczanymi widzom - przedmiotami w kierunku ekranu). Wygląda na to, że troll także się zakochał. No to:

Let's do the Time Warp again!

Ciekawostka: Richard O'Brien grał złego druida Gulnara w serialu Robin of Sherwood (1986; ten z muzyką Clannad, Michealem Preadem i Jasonem Connerym - synem tego Connery'ego).

sobota, 27 września 2014

Troll idzie z duchem czasów

Blog dorobił się swojego własnego fanpejdża na Facebooku!

No dobra, troll sam dorobił ten fanpejdż, coby zachęcić czytelników do komentowania. Bo na blogu komentować nie chcą. Może na "fejsie" będą. 

Link jest gdzieś na prawo od postów. Endżoj!

Troll czyta #8 - O (nie)przyjaźni między narodami

"Przed rokiem 1066 główne troski mieszkańców obecnego terytorium Wielkiej Brytanii nie sprowadzały się do zagadnień takich jak: „Czy uda mi się dostać porządną pensję?” albo „Czy zdołam spłacić kredyt?”. Umysły tych ludzi zaprzątała raczej następująca kwestia: „Kiedy na horyzoncie pojawi się horda wywijających toporami morderców, by gwałcić kobiety i kraść bydło (a w przypadku niektórych plemion wikingów na odwrót)?”."
Tym smakowitym cytatem rozpoczyna się jeden z podrozdziałów książki Stephena Clarke "Tysiąc lat wkurzania Francuzów", relacjonującej historię jednego millennium kontaktów między Anglikami, a ich sąsiadami zza Kanału (Angielskiego, bądź La Manche, zależy z której strony się siedzi). Innych książek Stephena Clarke, noszących tak urocze tytuły, jak "Merde! Rok w Paryżu", "Merde! chodzi po ludziach" czy "M jak Merde", troll nie czytał, ale - wnioskując po tytułach - opowiadają one o życiu człowieka cywilizowanego (Anglika) w dzikim kraju (Żabojadoland, zwany również Francją). Natomiast książką będącą tematem tego wpisu troll zachwycił się już od pierwszego rozdziału (z którego pochodzi ww. cytat). Troll uwielbia bowiem historię powszechną, szczególnie podaną w sposób mniej lub bardziej niekonwencjonalny. Książka Clarke'a jest w dużej mierze zbiorem anegdot na tematy historyczne. Pełen ironii styl autora także szczególnie mi odpowiada.

źródło: esensja.stopklatka.pl
Z lektury nieprzesadnie grubego tomu (tylko 456 stron, mogłoby być spokojnie 2x tyle!) czytelnik dowie się, między innymi, że to bynajmniej nie Francuzi dokonali ostatniego udanego najazdu na Anglię (nawet jeśli pominąć Chwalebną Rewolucję roku 1688 - Normanowie bynajmniej nie byli Francuzami, ale potomkami ww. miłośników angielskich kobiet/bydła), który angielski król zeżarł nieświeżego minoga (ze skutkiem śmiertelnym), czym była chevauchée (termin, mimo że francuski, wymyślił Anglik), gdzie naprawdę odbyła się "Bitwa pod Agincourt", kto tak naprawdę spalił na stosie Joannę d'Arc, dzięki komu w szampanie są bąbelki, gdzie i kiedy wynaleziono gilotynę, dlaczego Maria królowa Szkotów musiała stracić włosy, głowę i życie (mniej więcej w tej kolejności), dlaczego entente była cordiale i ile miał z tym wspólnego fotel fellacyjny oraz dlaczego generał de Gaulle nie został zaproszony do Jałty (oraz jak niewiele brakowało, żeby nie został zaproszony także na inwazję w Normandii).
Troll poleca. A jak dorwie pozostałe książki pana Clarke, to zda relację, czy i one są warte polecenia.
Stephen Clarke, Tysiąc lat wkurzania Francuzów (1000 Years of Annoying the French, wyd oryg. 2010), wyd. W.A.B., Warszawa, 2012, tłum. Stanisław Kroszczyński

niedziela, 21 września 2014

Troll ogląda #4 - Szkoła. Ludzie ludziom zgotowali ten los

Battle royal - (ang., sport) termin z zakresu amerykańskiego zawodowego wrestlingu; rodzaj meczu, w którym bierze udział wielu (20+) zapaśników; zwycięzcą zostaje ostatni niewyeliminowany.

Battle Royale - (transkrypcja fonetyczna z ang.: バトル・ロワイアル, romaji: Batoru Rowaiaru); powieść Koushuna Takami (wyd. Ohta Publishing, 1999) oraz jej adaptacje: film (reż. Kinji Fukasaku, 2000) i manga (txt. Koushun Takami, rys. Masayuki Taguchi, wyd. Akita Shoten, 2000-2005).

Disclaimer: wszystkie nazwiska w tekście podaję w formie zachodniej (*imię* *nazwisko*; *given-name* *family-name*), a nie japońskiej (*nazwisko* *imię*; *family-name* *given-name*). Wszystkie terminy z języka japońskiego podaję w formie romaji (najpewniej Hepburn romanization, bo korzystam głównie ze źródeł anglojęzycznych). W całym tekście przymiotnik "zachodni" oznacza właściwie "nie-japoński".

Dygresja, a. słowo wstępne: szkoła w japońskiej kulturze wizualnej.

Troll lubi japońską popularną kulturę wizualną. Od klasycznych filmów A. Kurosawy, przez mangi, anime i gry, po nastrojowe horrory w rodzaju Ringu. O literaturze się nie wypowiadam, bo nie czytałem. O muzyce się nie wypowiadam, bo słoń mi na ucho nadepnął. Aczkolwiek taiko fajnie brzmią.
Co specyficzne, mangi i anime (w mniejszym stopniu także inne wytwory popkultury) z założenia przeznaczone są dla konkretnego odbiorcy, na podstawie kryterium demograficznego i płci. Pięć podstawowych grup odbiorców to (za Wikipedią): dzieci (kodomo, obie płcie do ok. 10 lat), chłopcy (shounen, teoretycznie 10-18 lat), dziewczęta (shoujo, 10-18 lat), młodzi mężczyźni (seinen, 15-40 lat), młode kobiety (josei, 15-40 lat). Jak widać termin "młody" jest dość pojemny (dzięki czemu troll nadal czuje się młody). Zachodnia popkultura nie czyni aż tak daleko idącego rozróżnienia, szczególnie jeśli chodzi o płeć odbiorcy. Uwaga: nie należy mylić podanego systemu z kwestią ratingu wiekowego zawartości. Utwory z grupy seinen wcale nie zawierają wyłącznie treści "tylko dla dorosłych" (zresztą dla utworów o charakterze pornograficznym jest osobna kategoria,  seijin-muke manga i R18 anime - popularnie na Zachodzie nazywane hentai). 
Charakterystyczne jest osadzenie akcji utworów w środowisku jak najbardziej znajomym dla docelowej grupy odbiorców. Także fabuła koncentruje się na wydarzeniach, z którymi odbiorcy w mniejszym lub większym stopniu są zaznajomieni - stąd większość utworów należących do grup shounen i shoujo dotyczy dorastania i jego problemów (pierwszej miłości, rywalizacji w grupie, przyjaźni itd.). Tematy podejmowane przez seinen/josei są nieco poważniejsze. Utwory dla męskiego odbiorcy w większym stopniu zawierają akcję, utwory skierowane do kobiet kładą większy nacisk na obraz psychologiczny bohaterów. Protagonista z reguły jest tej samej płci co sugerowany odbiorca.
Japoński system edukacji - w dużym skrócie - przypomina polski i zakłada następujące etapy: przedszkole (dzieci w wieku 3-6 lat), 6-letnia szkoła podstawowa (obowiązkowa, uczniowie w wieku 6-12 lat), 3-letnia junior-high school (czasem także middle school, odpowiednik gimnazjum, obowiązkowa, uczniowie w wieku 12-15 lat), 3-letnia high school (odpowiednik szkoły średniej, nieobowiązkowa, uczniowie w wieku 15-18 lat), studia wyższe (kończące się odpowiednio licencjatem(bakalaureatem), magisterium lub doktoratem). W efekcie akcja zarówno shounen/shoujo, jak i seinen/josei, może toczyć się w (odpowiedniej do wieku bohaterów) szkole. Z uwagi na fakt, że podział na gatunki jest niezależny od podziału wynikającego z demografii odbiorców, szkoła może być zarówno areną lekkiej komedii romantycznej, jak i mrocznego, krwawego horroru.

Koniec dygresji.

Fabuła Battle Royale (filmu, powieść planuję w nieokreślonej przyszłości przeczytać, mangę dopiero zacząłem - ma prawie 3 tyś. stron i trochę mi zejdzie) toczy się w nieokreślonej przyszłości/teraźniejszości w równoległej/fikcyjnej, zmilitaryzowanej Japonii. Bezprecedensowe 15% bezrobocie (10 mln bez pracy!), porzucenie szkół przez blisko milion uczniów, dramatyczny wzrost przestępczości nieletnich i ogólny chaos popchnął rząd do wprowadzenia ustawy "Millennium Educational Reform Act", znanej jako "Battle Royale Act": co roku jedna z trzecich klas junior-high school wybrana zostaje losowo z populacji całej Japonii do uczestnictwa w "Programie BR" - jest wysyłana na bezludną wyspę, gdzie uczniowie mają się wzajemnie eliminować, aż zostanie tylko jeden. Każdy "uczestnik" otrzymuje zapas żywności i wody, kompas, mapę wyspy, latarkę i losowo przydzieloną "broń" (może to być wszystko, od papierowego wachlarza czy pokrywki garnka, po pistolety maszynowe i shotguny). Jeśli w ciągu trzech dni nie zostanie wyłoniony zwycięzca - zginą wszyscy na skutek eksplozji ładunków umieszczonych w monitorujących położenie uczestników obrożach. Ładunki eksplodują także, jeśli noszący obrożę znajdą się na obszarze zastrzeżonym w nieodpowiednim czasie (lokalizacja i czas dla aktualnych obszarów zastrzeżonych będzie podawana kilkakrotnie w ciągu dnia, razem z listą ostatnio zabitych, przez głośniki rozlokowane na całej wyspie).
Zwyciężczyni poprzedniej edycji Programu BR

Klasa 9-B, Shiroiwa Junior High School, miała jechać na wycieczkę klasową. Nigdy tam nie dotarli. Trafili za to do "Programu BR", razem z dwoma "przeniesionymi uczniami" (razem 42 uczniów, po 21 każdej płci). Pierwsze trupy padły zanim jeszcze opuścili szkolną klasę, w której wyjaśniano im zasady. Ich niegdysiejszy nauczyciel (w tej roli Takeshi Kitano, aktor i reżyser), który po ataku nożownika przeniósł się do innej szkoły, ma wreszcie okazję się zemścić - co skwapliwie wykorzystuje. Przy okazji demonstrując działanie obroży. Potem uczniom rozdano zapasy i "broń" - i wygnano w noc. Nie będę opisywał reszty fabuły - obejrzyjcie film.
Publiczność przyjęła film entuzjastycznie. W samej Japonii zarobił ponad 25 mln USD (jeden z 10 najlepiej zarabiających filmów w kraju), trafił do kin w 22 krajach stając się tym samym jednym z najbardziej znanych filmów japońskich na świecie. Także krytycy i twórcy filmowi generalnie oceniają go bardzo dobrze. Np. Quentin Tarantino uważa go za jeden z najlepszych filmów jakie widział i za film, jaki chętnie sam by nakręcił (ciekawostka: w Kill Billu: Volume 1 rolę Gogo Yubari gra Chiaki Kuriyama, wcześniej występująca właśnie w Battle Royale).

Trailer

Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji. Filmowi zarzucono gloryfikację i zachęcanie do przemocy wśród nieletnich (m.in. członkowie parlamentu Japonii). Obecnie jest zakazany (i podlega konfiskacie) w Niemczech. Przez 11 lat nie został skierowany do oficjalnej dystrybucji w kinach w USA i Kanadzie (próbne pokazy odbyły się niedługo po masakrze w Columbine i publiczność nie była... zachwycona; film ostatecznie pokazywano tylko na przeglądach i festiwalach) - pierwsze oficjalne pokazy w kinach miały miejsce dopiero w grudniu 2011 r. 

Dygresja: zastanawiałem się, czy nie opisać Battle Royale przy okazji innych "filmów kontrowersyjnych" - zamiast Clockwork Orange S. Kubricka (z uwagi na zbliżoną tematykę). Ostatecznie wybrałem Pomarańczę, bo była pierwsza i bardziej znana - przez co jej "kontrowersyjność" była większa. Koniec dygresji.

W 2003 r. Kinji Fukasaku rozpoczął realizację sequela, ale zmarł przed ukończeniem pracy. Film (Battle Royale II: Requiem; transkrypcja: バトル・ロワイアルII 【鎮魂歌】, romaji: Batoru rowaiaru tsū: "Rekuiemu") wyreżyserował jego syn, Kenta.

Słowem podsumowania: dla mnie Battle Royale jest przede wszystkim filmem rozrywkowym, mroczną satyrą na społeczeństwo jako takie (sceny z Kitano w klasie, film instruktażowy "Programu", sceny z latarnii). Rozważania nt. różnorodności reakcji młodych ludzi na sytuację ekstremalną, znaczenia przyjaźni w życiu młodego człowieka itp. pozostawiam krytykom (którzy m.in. przywołują jako analogię Lord of the Flies).

Troll poleca. Poleca także mangę, z uwagi na zawarte w niej znacznie szersze backgroundy poszczególnych postaci. O powieści będzie się wypowiadał, jak już przeczyta (też niezła cegła, oryginał miał 666 stron).
PS: jakie jest źródło tytułu posta to chyba wszyscy wiedzą, nie?