sobota, 8 listopada 2014

Troll czyta #9 - Wiwat srebrny jubileusz!

- Nie wznoś głupich okrzyków, gamoniu. Jeszcze nie skończyłem mowy.
- Znam jej dalszy ciąg. Mamy dokonać pięćdziesiątej próby zdobycia Mirmiłowa.
- Hm... No tak, lecz tym razem będzie to atak skuteczny.

W dzisiejszym wpisie troll po raz kolejny udaje się w nostalgiczną podróż do czasów pierwszej młodości. Jest to także pięćdziesiąta próba zdobycia czytelników. I być może będzie to atak skuteczny. A przynajmniej skuteczniejszy od wyczynów rycerzy-rozbójników, zwanych Zbójcerzami.

Nieodżałowany Janusz Christa (1934-2008) podarował polskiemu komiksowi kilka duetów bohaterskich. Gucek i Roch. Kajtek i Koko. A przede wszystkim - Kajko i Kokosz. Nie zamierzam tracić miejsca na roztrząsanie, czy są oni, czy też nie są klonami Asteriksa i Obeliksa. Ich przygody są rdzennie polskie, nawet jeśli sam pomysł na postacie był (co nie jest ostatecznie przesądzone) galijski.

Na przestrzeni kilkunastu (konkretna liczba różni się w zależności od wydania, reedycja Egmontu z roku 2003 liczy 20 pozycji) albumów Christa zaprezentował czytelnikowi losy grodu nad jeziorem i jego mieszkańców. Niby cała historia dzieje się w bliżej nieokreślonym wczesnym średniowieczu na ziemiach słowiańskich (stąd np. Trygław, Swarog/Swarożyc, Perun czy piraci z Jomsborga), ale jednocześnie jest to mocno alternatywna rzeczywistość, kulturowo i mentalnie zahaczająca o współczesność (autora, komiksy powstawały w latach 70. i 80.; ostatni album - Mirmił w opałach - Christa narysował w roku 1990). Stąd w komiksie odwołania do "dokonań" PRLu ("(Kapral) Hegemonie, melduję, że zgodnie z planem mieliśmy budować machinę w tydzień, zobowiązaliśmy się ten czas skrócić o sto procent, a zobowiązanie przekroczyliśmy o dwieście procent." - Dzień Śmiechały), biurokratyczne instytucje (Najwyższa Komnata Kontroli, Książęcy Prezes Krzepy i Turniejów, skierowania na wczasy, "święty napis" - "REMANENT", sprawozdania z bitew z Omsami itp.) i inne. 
 
Oddział śpiewa!

Mirmiłowo, gród nazwany tak od imienia władcy, księcia (w niektórych albumach - kasztelana) Mirmiła, zamieszkuje istna galeria barwnych postaci. Na czele listy oczywiście znajdują się główni bohaterowie - niewysoki, sprytny Kajko i myślący mięśniami rąk przesądny Kokosz. Tuż za nimi uplasowuje się sam Mirmił, poczciwina ze skłonnościami do dramatyzowania, trzymany pod pantoflem przez słusznych gabarytów małżonkę, Lubawę. W rolach drugoplanowych występują: brat Mirmiła - książę Wojmił, ciotka Kokosza - czarownica Jaga, jej mąż Łamignat, zbój-dżentelmen, nieulękły i rymujący woj Wit (pętający się w różnych rolach po różnych albumach), smok Miluś, wyhodowany przez Kajka i Kokosza oraz inni mieszkańcy grodu (w tym osobnicy występujący tylko w niektórych albumach - jak spiskujący szambelan ze Złotego pucharu czy pochlebcy Chwalisz i Gładzisz z Zamachu na Milusia). Głównymi antagonistami są wspomniani wyżej rycerze-rozbójnicy Zbójcerze, z pyszałkiem Hegemonem na czele, lizusem Kapralem tuż za jego plecami (a nie jest zbyt bezpiecznie odwracać się plecami do Kaprala...) i nomen-omen Ofermą gdzieś na szarym końcu hierarchii. W pojedynczych albumach pojawiają się także inni niemilcy, jak książę Dajmiech ze swoim wojskim, Niesławem i kuzynem Kanclerzem, Czarne Trójkąty pod przewodnictwem Wielkiego Kompana czy Rangar Złotowłosy i jego wikingowie (w tym: wikingowie-emeryci, których małżonki nie puszczają na wyprawę). 

Fabuła może nie jest przesadnie najwyższych lotów (co i rusz gródek i/lub jego władcę/mieszkańców spotyka jakieś mniejsze lub większe nieszczęście - albo Zbójcerze po raz n-ty usiłują go zdobyć - i Kajko z Kokoszem wyciągają wszystkich z tarapatów), ale za to teksty, jakie wygłaszają bohaterowie, są najlepszej próby. Oto - naprawdę duża - garść cytatów:

"(Kajko)Trzeba mu delikatnie napomknąć o sprawie, która tu nas sprowadza.  (Kokosz)Wspólnie z szambelanem skradłeś naszemu księciu złoty puchar. Przychodzimy, by  ci go odebrać - złodzieju. (Wielki Kompan Czarnych Trójkątów) CO?! JAK ŚMIESZ!!  (Kokosz)A nie mówiłem ci, że on od razu zacznie się awanturować?" - Złoty puchar
"(Kokosz)Wit, żyjesz? Powiedz coś do rymu." - Szranki i konkury
"(Łamignat) Buuu! Kara śmierci! Przy moim zdrowiu! Ja tego nie przeżyję... O, lelum-polelum! (Kokosz) Hipochondryk" - Woje Mirmiła
"(Kapral) Kto jest niepokonanym wodzem Zbójcerzy? (Zbójcerze) KRWAWY HEGEMON! (Kapral) Niech co... Krwawy Hegemon? (Zbójcerze) NIECH ŻYJE!"
"(Mirmił) TO JUŻ DRUGI RAZ!! Co to ma znaczyć, hultaju?! Pozwoliłem ci napadać na mnie tylko raz w miesiącu!! (Kajko) Przekroczył plan."
"(Kapral) Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół! (Siłacz) GRUCH! (Kapral) Bałwan!"
"(Kapral) Dość tych żartów! Baczność! To jest napad! Jesteśmy Zbójcerzami!!"
"(Zbójcerz)Uciekajmy... (Kapral) Czyńmy to z godnością."
"(Dyrektorka Szkoły Latania) SZKOŁA ŁATANIA?! Kto śmiał?!..."
"(Kapral) Wodzu, oni tam coś pili. (Hegemon) Nie otrzymają swojej części łupu. (Oferma) Łłupu i cupu ddostaliśmy jjuż od Kajka i Kkokosza."
"(Kajko, Kokosz i Mirmił, śpiewają)Kto tarana używa, od tarana obrywa!"
"(Kapral) To już nawet nie klęska, Hegemonie. To pogrom..." - Szkoła latania (jak widać - kopalnia świetnych tekstów)
"(Kapral) Melduję, że przeprowadziłem dokładny remanent naszych łupów. Melduję, że wśród wielu cennych rzeczy jest tam odebrana pewnemu czarownikowi szkatuła. Melduję... ep! (Hegemon) PRZESTAŃ MELDOWAĆ! GADAJ JAK POGNĘBIĆ MIRMIŁA!!"
"(Mirmił) Posadź orchidee na moim grobie"
"(Mirmił) Nie jadasz chyba kasztelanów?! (koszmar senny w postaci barana) Owszem. Najlepsze z nich są bitki"
"(Hegemon) Proś o nagrodę. Nie odmówię ci nawet podwyżki"
" (Hegemon)Porwij więc pasterzom największego barana. Jeśli źle się spiszesz utnę ci... (Kapral) ...Premię! (Hegemon) Utnę ci premię i głowę, a nawet ZDEGRADUJĘ!! (Kapral) Och, tego bym nie przeżył!"
"(Kapral) Mamy was, ptaszki! Najpierw zabierzemy wam pieniądze, przeznaczone na zakup barana, a potem... (Oferma) Na plasterki! (Kapral) JA TEGO BAŁWANA SPISZĘ NA STRATY!! ...a potem na plasterki."
"(Kajko) Dobra zupka. Za zdrowie cioci, za zdrowie wujka, za zdrowie Hegemona..."
"(Łamignat) Siedź lepiej cicho, lelum polelum, bo ci znowu uczynię aluzję" - Wielki turniej (kolejna kopalnia tekstów)
"(Sternik) Za dodatkową opłatą nasz statkowy trubadur umili wam rejs, śpiewając przebój (Trubadur) Bum tralala, chlapie fala, po głębinie statek płynie... (Narrator) "Mijały godziny" (Sternik) Za dodatkową opłatą nasz statkowy trubadur umili wam rejs, nie śpiewając już przeboju"
"(Arcykapłan) Witam was Ranowie, i zapytuję, czy mnie widzicie zza świętego kołacza? (Ranowie) Nie widzimy! Ani trochę. LAP! (Kajko lub Kokosz) To bardzo dobrze. (Arcykapłan) AU!"
"(Mirmił) Dajcie mi łuk. Ja się zastrzelę..." - Na wczasach
"(Lubawa) Mirmiłku, nie desperuj."
"(Lubawa, stojąc na drzwiach, które przygniotły Mirmiła) Na pomooc! Uwolnijcie mnie z ucisku tyrana i despoty!!" - Zamach na Milusia
"(Chór Zbójcerzy) LULI, LULI, ISTOTKO MIŁA, NIECH CI SIĘ PRZYŚNI MOGIŁA MIRMIŁA! (Hegemon) Prrecz! Do puszczy!! Uczcie się śpiewu u wilków!"
"(Zbójcerze) Wodzu, ja chcę do historii! Byłem pierwszy! Ja! On nie zasługuje! (Kapral) Pozwól mnie zabić smoka! (Hegemon) Baczność! Nie pchać mi się do historii! Tylko wielki Hegemon ma w niej miejsce!"
"(Zbójcerz) Wodzu jak na to wpadłeś? (Hegemon) Jestem geniuszem strategii, lecz zamilcz, bo nie znoszę pochlebstw."
"(Kapral) Co to ma znaczyć? (Zbójcerze) Umknęli nam sprzed nosa. Hegemon, co ty na to? (Hegemon) Ja w to nie wierzę." - Skarby Mirmiła
"(Hegemon, pod wpływem eliksiru zapomnienia, do Kaprala) I ppamiętaj russsałko, żżże nie wwwolno ppolować na dziki"
"(Hegemon, po uwolnieniu spod wpływu eliksiru, do Kaprala) Chodź tu, maleńki. Jeśli ja jestem dzikiem, to ty wnet staniesz się nieznanym obiektem latającym."
"(Mirmił) Każ mi po śmierci usypać kurhan nad jeziorem. (Lubawa) Nad jeziorem nigdy. Wilgoć mogłaby ci zaszkodzić. (Mirmił) Masz rację. I nie zapraszaj na mój pogrzeb Hegemona. To by mi zepsuło humor."
"(Kokosz) Co dziś będziemy robili? (Kajko) Jak zwykle nic. Będziemy pełnili służbę wojów." - Dzień Śmiechały
"(Hegemon) Spójrz mi w oczy, uzurpatorze! (Kapral) Wwwodzu... jjjuż... wwwróciłeś?..."
"(Narrator) Hegemon klął bardzo długo. Wreszcie wyczerpał repertuar. (Hegemon) Przynieście mi słownik brzydkich wyrazów" - Festiwal czarownic

Mirmiłku, nie desperuj!

Jak widać szczególnym talentem do popełniania genialnych tekstów wykazywali się Zbójcerze, z Hegemonem i Kapralem - ma się rozumieć - na czele. Teksty z komiksu weszły do języka powszechnie używanego i obecnie żyją własnym życiem. Kto nie wierzy, niech pogógla.

Trochę dziwne - i trochę szkoda - że mając do dyspozycji taki materiał źródłowy, nie pokuszono się o ekranizację. Owszem, były plany - ale nic z nich nie wyszło. Kajko i Kokosz zostali za to bohaterami gier - ale troll w nie nie grał, więc się nie wypowiada. Natomiast komiksy poleca. Zwłaszcza w jesienne ponure dni będą jak znalazł na poprawę nastroju.

 

piątek, 24 października 2014

Troll ogląda #7 - Robin, the Hooded Man

Jeśli - jak troll - macie tych trzydzieści parę lat, istnieje duża szansa, że w późnych latach 80. ubiegłego wieku siadywaliście - w soboty rano? w soboty po południu? w niedzielę po południu? pamiętam kilka różnych pór emisji (za to nie pomnę, która była pierwsza), więc nie będę się upierał przy żadnej z nich - przed telewizorami, żeby emocjonować się przygodami legendarnego banity z lasu Sherwood.

 
 Podła jakość, ale wtedy tak kręcono seriale.
Do dzisiejszych blockbusterów HBO technicznie się nie umywa. Ale klimat nadal jest.
 
Kto to taki Robin Hood - wiedzą wszyscy. Legend, podań, książek, filmów, seriali telewizyjnych i gier komputerowych z jego udziałem jest legion. Dlaczego zatem wspominam akurat tę wersję? Co czyni ją wyjątkową? Upraszczając i w wielkim skrócie: klimat.

Fabuła w ogólnych zarysach zgodna jest z wersją kanoniczną: Robin i jego Wesoła Kompania (Will Szkarłatny, Mały John, brat Tuck, Lady Marion), ścigani przez złego Szeryfa z Nottingham, siedzą w lesie Sherwood, rabują bogatych i obdarowują biednych. Zostają także ułaskawieni przez króla Ryszarda Lwie Serce. Banał. Ciekawiej się robi dopiero, kiedy zagłębimy się w szczegóły.

Główny konflikt rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Od początku zarysowana jest opozycja: anglosascy wieśniacy - normańska klasa uprzywilejowana. Robin jest synem przywódcy ludowego powstania przeciw Normanom, a wieś Loxley, z której pochodzi, zostaje spalona w otwierającej pierwszy odcinek scenie. Większość negatywnych postaci to normańscy wielmoże - z Szeryfem z Nottingham, Robertem de Rainault, jego bratem, opatem Hugonem i ich zausznikiem, Guyem z Gisburne na czele. Nieliczni pozytywni przedstawiciele arystokracji (Robert, syn earla Huntingdon, Ryszard z Leaford, jego córka Lady Marion) pochodzą ze starej saskiej szlachty.

Drugi podstawowy konflikt to starcie między "siłami Światła" i "mocami Ciemności". Na przedstawiciela "sił Światła" Robina wybiera Herne Łowca (Herne the Hunter, w serialu mistyk i szaman, w mitologii duch opiekuńczy lub pomniejsze bóstwo lasów i łowów), przemawiający w imieniu Rogatego Boga (Horned One, prawdopodobnie celtycki Cernunnos) i przekazuje mu Albion, jeden z mieczy wykutych przez samego Weylanda Kowala (w serialu: Waylanda, w sagach skandynawskich noszącego imię Volundr; przypisuje mu się wykucie m.in.  Durendala, którym walczył Roland (La Chanson de Roland), kolczugi Beowulfa (Beowulf) czy Grama, którym Sigurd zabił smoka Fafnira (Volsungasaga); w serialu mieczy wykutych przez Waylanda jest siedem i każdy z nich nosi w sobie "moce Światła i Ciemności"). "Moce Ciemności" też mają swych wybrańców: okultysta baron Simon de Belleme, przywódczyni kultu diabła przeorysza Morgwyn z Ravenscar czy pogański czarownik Gulnar. Motywy mistyczne i okultystyczne parokrotnie stają się osią fabuły (wspomniane miecze Waylanda, golem-sobowtór czy wioska zmarłych Cromm Cruac), sam Robin określa się mianem "syna Herne'a", a banici wielokrotnie wzywają Herne'a, jakby był ich bóstwem opiekuńczym ("Herne, protect us"). 

Robin (The Hooded Man)

Jak przystało na retelling serial zrywa z niektórymi klasycznymi motywami i wprowadza nowe. W ponury sposób rozprawia się z mitem o dobrym królu Ryszardzie (i to w zgodzie z prawdą historyczną). Owszem, początkowo Coeur de Lion ułaskawia banitów. Ale kiedy Robin odmawia udania się na wyprawę wojenną, jaką Ryszard zamierza poprowadzić do Francji, ściąga na siebie królewski gniew i nowy wyrok. Nowym motywem, który potem został parokrotnie powielony, jest Saracen w gronie banitów - Nasir (początkowo sługa barona de Belleme, do banitów przystał ...bo postać spodobała się producentowi i reżyserowi). Anegdota głosi, że scenarzyści Robin Hood: Prince of Thieves (1991, reż. Kevin Reynolds) postać, którą zagrał Morgan Freeman, też początkowo nazwali Nasir - dopiero później dowiedzieli się, że to wymysł autorów serialu i zmienili imię w obawie o zarzuty naruszenia praw autorskich. Nowym motywem, ale zgodnym z niektórymi teoriami nt. pochodzenia postaci Robin Hooda (miałby on być bohaterem zbiorowym, którego miano nosiło wielu różnych banitów), jest też ...śmierć głównego bohatera. W ostatnim odcinku drugiego sezonu Robin z Loxley ginie za sprawą Szeryfa. Nie jest to jednak koniec dziejów Robina w Kapturze - Herne wybiera bowiem kolejnego "syna".
 
Twórcy zadbali w dużej mierze o wierność wizualną. Serial kręcono w plenerach i historycznych miejscach, z udziałem licznych statystów. Nie ustrzeżono się błędów (głównie w przypadku ahistorycznej broni i zbroi), ale ogólnie kostiumy i rekwizyty wypadły przekonywająco i z pożytkiem dla budowania klimatu opowieści. Swoje zrobił też sposób filmowania (ujęcia z ręki, zbliżenia, kolorystyka), zastosowane sztuczki montażowe i kreatywnie wykorzystane efekty dźwiękowe.

Na osobną wzmiankę zasługuje genialny soundtrack stworzony przez irlandzki zespół Clannad. Nagrano kilkanaście utworów, które potem wielokrotnie wykorzystano jako motywy przewodnie dla konkretnych typów scen (utwór Battles towarzyszący scenom bitewnym, fragmenty Strange Land dla podkreślenia tajemniczości zdarzeń czy Now is Here i Together We w scenach zbiorowych; motywy przewodnie przypisane konkretnym postaciom - Robin (The Hooded Man), Herne, Lady Marian, Scarlet Inside). Sam soundtrack (wydany pt. Legend w 1984 r.) został w 1985 r. nagrodzony nagrodą BAFTA.

Together We

Wielką siłę serialu stanowi obsada, szczególnie charyzmatyczny (i - zdaniem znanych trollowi kobiet - przystojny) Michael Praed w roli głównej (sezony 1 i 2). Dokooptowany do obsady po jego rezygnacji Jason Connery (Robert z Huntingdon, Robin w Kapturze w sezonie 3) wypada blado na tle swojego poprzednika. Lady Marion (z bujną grzywą rudych włosów) gra urocza Judi Trott. W postać Szkarłatnego Willa brawurowo wcielił się Ray Winstone (późniejszy Bors w King Arthur i Beowulf u Zemeckisa). Mark Ryan, który jako Nasir wypowiada zaledwie kilka zdań, jest m.in. śpiewakiem operowym. Robert Addie (serialowy Guy z Gisburne) wcześniej grał u Boormana w Excaliburze (jako Mordred). Nickolas Grace (Szeryf z Nottingham) jest głównie aktorem teatralnym (przepychanki słowne między Szeryfem i opatem dostarczają dużej dozy komizmu, podobnie jak kąśliwe uwagi Szeryfa pod adresem Gisburna). Nie zabrakło także udziału bardziej znanych aktorów: w roli króla Ryszarda gościnnie występuje John Rhys-Davies (m.in. Gimli w Lord of the Rings i Sallah w serii filmów o przygodach Indiany Jonesa), a Gulnara zagrał demoniczny Richard O'Brien (przede wszystkim twórca wspominanego już przez trolla The Rocky Horror Picture Show).

Opat: Każę ekskomunikować Gisburne'a!
Szeryf: Każ go powiesić - będzie szybciej.
Jedna z licznych perełek dialogowych.

Trochę szkoda, że po 3 sezonach (łącznie 26 odcinków; 6 w sezonie pierwszym, 7 - w drugim i 13 w trzecim) historia urywa się właściwie bez zakończenia. Z drugiej strony - jak powiedział reżyser pierwszego sezonu Ian Sharp - "skończyły (mu) się pomysły na zabijanie Normanów". Może zatem dobrze, że nie rozmieniono potencjału na drobne (choć takie zarzuty pojawiły się już po nakręceniu trzeciego sezonu, uznawanego za znacznie słabszy od poprzedników). W pamięci widzów (w tym trolla) serial ostatecznie zapisał się jako jedna z najlepszych wersji tej historii.

Robin of Sherwood (1984-1986, reż. Ian Sharp (sezon 1), Robert Milton Young (sezon 2) Ben Bolt, James Allen, Gerry Mill, Sid Robertson i Alex Kirby (sezon 3), scenariusz: Richard Carpenter we współpracy z Anthonym Horowitzem, Andrew McCullochem i Johnem Flanaganem, 26x50 min.) 


piątek, 10 października 2014

Troll ogląda #6 - Dźwięki muzyki

Pójdźmy za ciosem. Najwyżej mi się oberwie.

Kontynuując tematykę z poprzedniego wpisu - tym razem o moich ulubionych piosenkach musicalowych. Ponieważ praktycznie w każdym przypadku trudno było się trollowi zdecydować na jeden konkretny utwór - wybrałem po dwie. Kolejność - tak musicali, jak i samych piosenek - raczej przypadkowa. Poza pierwszym tytułem, którym jest mój ukochany musical ever.

Singin' in the Rain (1952, reż. Stanley Donen, Gene Kelly)
Film autotematyczny (musical o kręceniu musicalu, ha), świetna komedia z wspaniałą obsadą. Deszczową Piosenkę widziałem tyle razy, że już nie pamiętam ile. Dużo. Moje ulubione kawałki:

Make 'em Laugh, muzyka: Nacio Herb Brown, słowa: Arthur Freed, wykonuje: Donald O'Connor

Good Morning, muzyka: Nacio Herb Brown, słowa: Arthur Freed,
wykonują: Gene Kelly, Donald O'Connor i Debbie Reynolds

Ciekawostka: samą Debbie Reynolds (Kathy Selden, która w filmie dubbinguje Linę Lamont - gwiazdę niemego kina o skrzekliwym głosie) też zdubbingowano (dwie piosenki śpiewa Betty Noyes). A jej dublerki nie wymieniono w napisach. Hipokryzja czy autoironia?

Grease (1978, reż. Randal Kleiser)
Ekranizacja musicalu scenicznego o perypetiach miłosnych nastolatków w amerykańskiej szkole średniej, w latach 50. Żadnych nastolatków w obsadzie nie stwierdzono.

Summer Nights, muzyka i słowa: Jim Jacobs & Warren Casey,
wykonują: John Travolta, Olivia Newton-John et consortes

Greased Lightnin', muzyka i słowa: Jim Jacobs & Warren Casey,
wykonują: John Travolta et consortes

Cats (1998, reż. David Mallet)
Filmowa adaptacja (zrealizowana tak, aby wyglądała na zapis przedstawienia) musicalu Andrew Lloyda Webbera (na podstawie zbioru wierszy Old Possum's Book of Practical Cats T.S. Eliota wydanego w 1939 r., premiera musicalu - 1981) z udziałem niektórych członków obsady z obu głównych (londyńskiej i nowojorskiej) wersji.

 Mungojerrie and Rumpleteazer, muzyka: Andrew Lloyd Webber, słowa: T.S. Eliot,
wykonują: Drew Varley & Jo Gibb

 Macavity: The Mystery Cat, muzyka: Andrew Lloyd Webber, słowa: T.S. Eliot,
wykonują: Rosemarie Ford & Aeva May

Fiddler on the Roof (1971, reż. Norman Jewison)
Kolejna adaptacja musicalu scenicznego (który z kolei był adaptacją powieści Szolema Alejchema z 1894 r. Dzieje Tewjego Mleczarza). 

 Tevye's Dream, muzyka: Jerry Bock, słowa: Sheldon Harnick,
wykonują: Chaim Topol, Norma Crane, Patience Collier, Ruth Madoc et consortes


Miracle of Miracles, muzyka: Jerry Bock, słowa: Sheldon Harnick,
wykonuje: Leonard Frey

Ciekawostka: Skrzypek na Dachu doczekał się m.in. parodii w duchu Lovecrafta, zatytułowanej A Shoggoth on the Roof. Z uwagi na prawa autorskie wersja oryginalna, zawierająca muzykę ze Skrzypka (aczkolwiek solidnie zmodyfikowaną), nie jest wykonywana. Szkoda.

My Fair Lady (1964, reż. George Cukor)
Ma się rozumieć - adaptacja musicalu scenicznego (będącego adaptacją sztuki George'a Bernarda Shawa z 1913 r. Pygmalion).

With a Little Bit of Luck, muzyka: Frederick Loewe, słowa: Alan Jay Lerner,
wykonują: Stanley Holloway et consortes

Just You Wait, muzyka: Frederick Loewe, słowa: Alan Jay Lerner,
wykonują:
Audrey Hepburn (częsciowy dubbing: Marnie Nixon) i Charles Fredericks

Osobiście uważam, że spokojnie mogli pozwolić Audrey Hepburn zaśpiewać całość. Znalazłem fragment z przywróconym własnym głosem Audrey (tylko we fragmencie z pokojówkami słychać Marnie Nixon) - wcale nie wypada źle.




To oczywiście nie wszystkie moje ulubione utwory musicalowe. Ale resztę zostawię na inną okazję.

Bonus:

Tentacles z musicalu A Shoggoth on the Roof, muzyka i słowa: "He Who (for legal reasons) Must Not Be Named",
wykonują: H. P. Lovecraft Historical Society


PS: tytuł posta został oczywiście ukradziony z innego musicalu, który nie występuje w tym poście. Ale też jest fajny.

Troll ogląda #5 - You're a hot dog (...) Frank Furter!


Obejrzany kilka tygodni temu po raz pierwszy. Od prawie 40 lat nieustająco wyświetlany w kinach. Cult classic. Przed państwem...

The Rocky Horror Picture Show! (1975, reż. Jim Sharman)

Science Fiction/Double Feature

Film, który - P.T. Czytelnicy raczą wybaczyć, że ukradnę od Radka Teklaka - wprawił trolla w wielkie niczym Czomolungma zdumienie. Oraz zamęt grubymi nićmi szyty.

Powiedzmy to od razu - troll lubi musicale (niektóre na zasadzie guilty pleasure, ale zawsze). Singin' in the Rain widziałem naście razy. Grease też. Fiddler on the Roof nieco mniej, bo smutno się kończy. My Fair Lady kocham niesłabnącą miłością (Audrey H., najpiękniejsza kobieta świata! Szkoda, że nie pozwolili jej śpiewać). Cats widziałem (także) w teatrze. Nawet Mamma Mia i Chicago obejrzałem więcej niż raz. Nawet w koszmarnym (filmowym) Les Miserables znalazłem fajne piosenki.

Tym dziwniejsze powinno być, że Rocky'ego Horrora jakoś do tej pory omijałem. W końcu obejrzałem i od tych paru tygodni nie mogę się go pozbyć z organizmu. Nie wiem, co takiego brał Richard O'Brien (autor oryginalnej sztuki, piosenek i współautor scenariusza filmu, odtwórca postaci Riff Raffa), ale mógłby się podzielić. Chciałbym mieć tak barwną wyobraźnię i zdolność pisania tak chwytliwych utworów.

American Gothic, obraz autorstwa Granta Wooda, 1930 - jedna z inspiracji twórców filmu

Już sekwencja tytułowa (Science Fiction/Double Feature) sygnalizuje nastrój całości: grad odniesień do klasyki kina SF i horrorów klasy B z lat 30, 50 i 60 (m.in. King Kong (1933), The Invisible Man (1933), Forbidden Planet (1956) i The Day of the Triffids (1962)), uszminkowane usta Magenty (Patricia Quinn) i androgyniczny głos O'Briena. Głównych bohaterów: sztywnego nerda Brada (Barry Bostwick) i niewinną Janet (Susan Sarandon) poznajemy na ślubie ich znajomych. Brad daje się ponieść nastrojowi i w końcu się oświadcza (Dammit, Janet). Kiedy jadą obwieścić dobrą nowinę byłemu nauczycielowi, Doktorowi E. Scottowi (Jonathan Adams) - ciemną burzliwą nocą, dodajmy. Słuchając przemówienia abdykacyjnego Nixona. Z taśmy. WTF, Brad?! - na zupełnym odludziu łapią gumę. Szukając pomocy trafiają do ...zamku? W USA?! (Over at the Frankenstein place). Gdzie spotykają całą galerię zwariowanych postaci (Time Warp), z panem zamku, Doktorem Frankiem N. Furterem (Tim Curry, w makijażu, gorsecie i siatkowych pończochach), na czele (Sweet Transvestite).

Najlepsza villain song poza filmami Disneya

A potem fabuła staje na głowie i nie odpuszcza, aż do szalonego finału, który pozostawia naszych bohaterów zdezorientowanych i oszołomionych. Czego właściwie doświadczyli tej nocy?

Film jest dokładnie tak zwariowany, jak sugeruje powyższe streszczenie - a to dopiero pierwsze pół godziny (celowo pomijam resztę - wierzcie mi, najbardziej szalone fragmenty dopiero przed wami!). Debiutancka rola Tima Curry jest przeszarżowana. Wejście Meat Loafa (też debiut filmowy, rola Eddiego i piosenka Hot Patootie - Bless My Soul) - zupełnie znikąd. Kolejne piosenki i numery taneczne - coraz bardziej od czapy (szczególnie kulminacyjna sekwencja Rose Tint My World i I'm Going Home). Humor - coraz bardziej ryzykowny (Touch-a, Touch-a, Touch-a, Touch Me; "Eddie! That's a rather tender subject. Another slice anyone?"). Całość wieńczy krótki monolog Kryminologa (Charles Gray, przez cały film konsekwentnie ignorujący fourth wall i zwracający się do publiczności) - jakże, wydawałoby się, stosowny - o braku sensu. A mimo wszystko to naprawdę działa.

Publiczność, po początkowej konsternacji, film pokochała (obecnie seanse odbywają się z radosnym udziałem publiczności, wliczając rzucanie komentarzami i - specjalnie w tym celu wręczanymi widzom - przedmiotami w kierunku ekranu). Wygląda na to, że troll także się zakochał. No to:

Let's do the Time Warp again!

Ciekawostka: Richard O'Brien grał złego druida Gulnara w serialu Robin of Sherwood (1986; ten z muzyką Clannad, Michealem Preadem i Jasonem Connerym - synem tego Connery'ego).

sobota, 27 września 2014

Troll idzie z duchem czasów

Blog dorobił się swojego własnego fanpejdża na Facebooku!

No dobra, troll sam dorobił ten fanpejdż, coby zachęcić czytelników do komentowania. Bo na blogu komentować nie chcą. Może na "fejsie" będą. 

Link jest gdzieś na prawo od postów. Endżoj!

Troll czyta #8 - O (nie)przyjaźni między narodami

"Przed rokiem 1066 główne troski mieszkańców obecnego terytorium Wielkiej Brytanii nie sprowadzały się do zagadnień takich jak: „Czy uda mi się dostać porządną pensję?” albo „Czy zdołam spłacić kredyt?”. Umysły tych ludzi zaprzątała raczej następująca kwestia: „Kiedy na horyzoncie pojawi się horda wywijających toporami morderców, by gwałcić kobiety i kraść bydło (a w przypadku niektórych plemion wikingów na odwrót)?”."
Tym smakowitym cytatem rozpoczyna się jeden z podrozdziałów książki Stephena Clarke "Tysiąc lat wkurzania Francuzów", relacjonującej historię jednego millennium kontaktów między Anglikami, a ich sąsiadami zza Kanału (Angielskiego, bądź La Manche, zależy z której strony się siedzi). Innych książek Stephena Clarke, noszących tak urocze tytuły, jak "Merde! Rok w Paryżu", "Merde! chodzi po ludziach" czy "M jak Merde", troll nie czytał, ale - wnioskując po tytułach - opowiadają one o życiu człowieka cywilizowanego (Anglika) w dzikim kraju (Żabojadoland, zwany również Francją). Natomiast książką będącą tematem tego wpisu troll zachwycił się już od pierwszego rozdziału (z którego pochodzi ww. cytat). Troll uwielbia bowiem historię powszechną, szczególnie podaną w sposób mniej lub bardziej niekonwencjonalny. Książka Clarke'a jest w dużej mierze zbiorem anegdot na tematy historyczne. Pełen ironii styl autora także szczególnie mi odpowiada.

źródło: esensja.stopklatka.pl
Z lektury nieprzesadnie grubego tomu (tylko 456 stron, mogłoby być spokojnie 2x tyle!) czytelnik dowie się, między innymi, że to bynajmniej nie Francuzi dokonali ostatniego udanego najazdu na Anglię (nawet jeśli pominąć Chwalebną Rewolucję roku 1688 - Normanowie bynajmniej nie byli Francuzami, ale potomkami ww. miłośników angielskich kobiet/bydła), który angielski król zeżarł nieświeżego minoga (ze skutkiem śmiertelnym), czym była chevauchée (termin, mimo że francuski, wymyślił Anglik), gdzie naprawdę odbyła się "Bitwa pod Agincourt", kto tak naprawdę spalił na stosie Joannę d'Arc, dzięki komu w szampanie są bąbelki, gdzie i kiedy wynaleziono gilotynę, dlaczego Maria królowa Szkotów musiała stracić włosy, głowę i życie (mniej więcej w tej kolejności), dlaczego entente była cordiale i ile miał z tym wspólnego fotel fellacyjny oraz dlaczego generał de Gaulle nie został zaproszony do Jałty (oraz jak niewiele brakowało, żeby nie został zaproszony także na inwazję w Normandii).
Troll poleca. A jak dorwie pozostałe książki pana Clarke, to zda relację, czy i one są warte polecenia.
Stephen Clarke, Tysiąc lat wkurzania Francuzów (1000 Years of Annoying the French, wyd oryg. 2010), wyd. W.A.B., Warszawa, 2012, tłum. Stanisław Kroszczyński

niedziela, 21 września 2014

Troll ogląda #4 - Szkoła. Ludzie ludziom zgotowali ten los

Battle royal - (ang., sport) termin z zakresu amerykańskiego zawodowego wrestlingu; rodzaj meczu, w którym bierze udział wielu (20+) zapaśników; zwycięzcą zostaje ostatni niewyeliminowany.

Battle Royale - (transkrypcja fonetyczna z ang.: バトル・ロワイアル, romaji: Batoru Rowaiaru); powieść Koushuna Takami (wyd. Ohta Publishing, 1999) oraz jej adaptacje: film (reż. Kinji Fukasaku, 2000) i manga (txt. Koushun Takami, rys. Masayuki Taguchi, wyd. Akita Shoten, 2000-2005).

Disclaimer: wszystkie nazwiska w tekście podaję w formie zachodniej (*imię* *nazwisko*; *given-name* *family-name*), a nie japońskiej (*nazwisko* *imię*; *family-name* *given-name*). Wszystkie terminy z języka japońskiego podaję w formie romaji (najpewniej Hepburn romanization, bo korzystam głównie ze źródeł anglojęzycznych). W całym tekście przymiotnik "zachodni" oznacza właściwie "nie-japoński".

Dygresja, a. słowo wstępne: szkoła w japońskiej kulturze wizualnej.

Troll lubi japońską popularną kulturę wizualną. Od klasycznych filmów A. Kurosawy, przez mangi, anime i gry, po nastrojowe horrory w rodzaju Ringu. O literaturze się nie wypowiadam, bo nie czytałem. O muzyce się nie wypowiadam, bo słoń mi na ucho nadepnął. Aczkolwiek taiko fajnie brzmią.
Co specyficzne, mangi i anime (w mniejszym stopniu także inne wytwory popkultury) z założenia przeznaczone są dla konkretnego odbiorcy, na podstawie kryterium demograficznego i płci. Pięć podstawowych grup odbiorców to (za Wikipedią): dzieci (kodomo, obie płcie do ok. 10 lat), chłopcy (shounen, teoretycznie 10-18 lat), dziewczęta (shoujo, 10-18 lat), młodzi mężczyźni (seinen, 15-40 lat), młode kobiety (josei, 15-40 lat). Jak widać termin "młody" jest dość pojemny (dzięki czemu troll nadal czuje się młody). Zachodnia popkultura nie czyni aż tak daleko idącego rozróżnienia, szczególnie jeśli chodzi o płeć odbiorcy. Uwaga: nie należy mylić podanego systemu z kwestią ratingu wiekowego zawartości. Utwory z grupy seinen wcale nie zawierają wyłącznie treści "tylko dla dorosłych" (zresztą dla utworów o charakterze pornograficznym jest osobna kategoria,  seijin-muke manga i R18 anime - popularnie na Zachodzie nazywane hentai). 
Charakterystyczne jest osadzenie akcji utworów w środowisku jak najbardziej znajomym dla docelowej grupy odbiorców. Także fabuła koncentruje się na wydarzeniach, z którymi odbiorcy w mniejszym lub większym stopniu są zaznajomieni - stąd większość utworów należących do grup shounen i shoujo dotyczy dorastania i jego problemów (pierwszej miłości, rywalizacji w grupie, przyjaźni itd.). Tematy podejmowane przez seinen/josei są nieco poważniejsze. Utwory dla męskiego odbiorcy w większym stopniu zawierają akcję, utwory skierowane do kobiet kładą większy nacisk na obraz psychologiczny bohaterów. Protagonista z reguły jest tej samej płci co sugerowany odbiorca.
Japoński system edukacji - w dużym skrócie - przypomina polski i zakłada następujące etapy: przedszkole (dzieci w wieku 3-6 lat), 6-letnia szkoła podstawowa (obowiązkowa, uczniowie w wieku 6-12 lat), 3-letnia junior-high school (czasem także middle school, odpowiednik gimnazjum, obowiązkowa, uczniowie w wieku 12-15 lat), 3-letnia high school (odpowiednik szkoły średniej, nieobowiązkowa, uczniowie w wieku 15-18 lat), studia wyższe (kończące się odpowiednio licencjatem(bakalaureatem), magisterium lub doktoratem). W efekcie akcja zarówno shounen/shoujo, jak i seinen/josei, może toczyć się w (odpowiedniej do wieku bohaterów) szkole. Z uwagi na fakt, że podział na gatunki jest niezależny od podziału wynikającego z demografii odbiorców, szkoła może być zarówno areną lekkiej komedii romantycznej, jak i mrocznego, krwawego horroru.

Koniec dygresji.

Fabuła Battle Royale (filmu, powieść planuję w nieokreślonej przyszłości przeczytać, mangę dopiero zacząłem - ma prawie 3 tyś. stron i trochę mi zejdzie) toczy się w nieokreślonej przyszłości/teraźniejszości w równoległej/fikcyjnej, zmilitaryzowanej Japonii. Bezprecedensowe 15% bezrobocie (10 mln bez pracy!), porzucenie szkół przez blisko milion uczniów, dramatyczny wzrost przestępczości nieletnich i ogólny chaos popchnął rząd do wprowadzenia ustawy "Millennium Educational Reform Act", znanej jako "Battle Royale Act": co roku jedna z trzecich klas junior-high school wybrana zostaje losowo z populacji całej Japonii do uczestnictwa w "Programie BR" - jest wysyłana na bezludną wyspę, gdzie uczniowie mają się wzajemnie eliminować, aż zostanie tylko jeden. Każdy "uczestnik" otrzymuje zapas żywności i wody, kompas, mapę wyspy, latarkę i losowo przydzieloną "broń" (może to być wszystko, od papierowego wachlarza czy pokrywki garnka, po pistolety maszynowe i shotguny). Jeśli w ciągu trzech dni nie zostanie wyłoniony zwycięzca - zginą wszyscy na skutek eksplozji ładunków umieszczonych w monitorujących położenie uczestników obrożach. Ładunki eksplodują także, jeśli noszący obrożę znajdą się na obszarze zastrzeżonym w nieodpowiednim czasie (lokalizacja i czas dla aktualnych obszarów zastrzeżonych będzie podawana kilkakrotnie w ciągu dnia, razem z listą ostatnio zabitych, przez głośniki rozlokowane na całej wyspie).
Zwyciężczyni poprzedniej edycji Programu BR

Klasa 9-B, Shiroiwa Junior High School, miała jechać na wycieczkę klasową. Nigdy tam nie dotarli. Trafili za to do "Programu BR", razem z dwoma "przeniesionymi uczniami" (razem 42 uczniów, po 21 każdej płci). Pierwsze trupy padły zanim jeszcze opuścili szkolną klasę, w której wyjaśniano im zasady. Ich niegdysiejszy nauczyciel (w tej roli Takeshi Kitano, aktor i reżyser), który po ataku nożownika przeniósł się do innej szkoły, ma wreszcie okazję się zemścić - co skwapliwie wykorzystuje. Przy okazji demonstrując działanie obroży. Potem uczniom rozdano zapasy i "broń" - i wygnano w noc. Nie będę opisywał reszty fabuły - obejrzyjcie film.
Publiczność przyjęła film entuzjastycznie. W samej Japonii zarobił ponad 25 mln USD (jeden z 10 najlepiej zarabiających filmów w kraju), trafił do kin w 22 krajach stając się tym samym jednym z najbardziej znanych filmów japońskich na świecie. Także krytycy i twórcy filmowi generalnie oceniają go bardzo dobrze. Np. Quentin Tarantino uważa go za jeden z najlepszych filmów jakie widział i za film, jaki chętnie sam by nakręcił (ciekawostka: w Kill Billu: Volume 1 rolę Gogo Yubari gra Chiaki Kuriyama, wcześniej występująca właśnie w Battle Royale).

Trailer

Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji. Filmowi zarzucono gloryfikację i zachęcanie do przemocy wśród nieletnich (m.in. członkowie parlamentu Japonii). Obecnie jest zakazany (i podlega konfiskacie) w Niemczech. Przez 11 lat nie został skierowany do oficjalnej dystrybucji w kinach w USA i Kanadzie (próbne pokazy odbyły się niedługo po masakrze w Columbine i publiczność nie była... zachwycona; film ostatecznie pokazywano tylko na przeglądach i festiwalach) - pierwsze oficjalne pokazy w kinach miały miejsce dopiero w grudniu 2011 r. 

Dygresja: zastanawiałem się, czy nie opisać Battle Royale przy okazji innych "filmów kontrowersyjnych" - zamiast Clockwork Orange S. Kubricka (z uwagi na zbliżoną tematykę). Ostatecznie wybrałem Pomarańczę, bo była pierwsza i bardziej znana - przez co jej "kontrowersyjność" była większa. Koniec dygresji.

W 2003 r. Kinji Fukasaku rozpoczął realizację sequela, ale zmarł przed ukończeniem pracy. Film (Battle Royale II: Requiem; transkrypcja: バトル・ロワイアルII 【鎮魂歌】, romaji: Batoru rowaiaru tsū: "Rekuiemu") wyreżyserował jego syn, Kenta.

Słowem podsumowania: dla mnie Battle Royale jest przede wszystkim filmem rozrywkowym, mroczną satyrą na społeczeństwo jako takie (sceny z Kitano w klasie, film instruktażowy "Programu", sceny z latarnii). Rozważania nt. różnorodności reakcji młodych ludzi na sytuację ekstremalną, znaczenia przyjaźni w życiu młodego człowieka itp. pozostawiam krytykom (którzy m.in. przywołują jako analogię Lord of the Flies).

Troll poleca. Poleca także mangę, z uwagi na zawarte w niej znacznie szersze backgroundy poszczególnych postaci. O powieści będzie się wypowiadał, jak już przeczyta (też niezła cegła, oryginał miał 666 stron).
PS: jakie jest źródło tytułu posta to chyba wszyscy wiedzą, nie?

poniedziałek, 8 września 2014

Troll gra #10 - Diggy Diggy Hole

Troll winien jest swoim czytelnikom przeprosiny. Co najmniej raz nazwałem Terrarię (2011, dev. & pub. Re-Logic) "2D klonem Minecrafta". Myliłem się. O czym niżej.

Disclaimer: gry opisywane są na podstawie ich podstawowych, niezmodowanych wersji. Wyobraźnia modderów jest nieograniczona i ich działalność w znacznym stopniu zmienia funkcjonowanie i cechy gier.

Terraria: gameplay trailer wersji 1.2

Dzięki niezawodnemu Humble Bundle troll wszedł niedawno w posiadanie własnej kopii Terrarii. Zagrałem. Skonfrontowałem swoje wcześniejsze przekonania nt. gry z rzeczywistością. Konfrontacja zakończyła się technicznym knock-outem. Owszem, Terraria jest grą 2D (choć niektóre jej elementy raczej predysponują ją do określenia 2.5D, ale ten wątek pominiemy). Owszem - tak jak w Minecrafcie - mamy do dyspozycji generowany losowo świat, klocki, możliwość budowania, różnorodne surowce, moby itp. Ale sedno gry leży zupełnie gdzie indziej: o ile Minecraft jest bardziej nastawiony na budowanie (w tym realizowanie tak szalonych koncepcji jak działający dysk twardy czy odwzorowanie całej Danii z klocków), o tyle Terraria jest przede wszystkim grą przygodową, w której aspekt twórczy stoi na drugim planie. 

W przeciwieństwie do kilku trybów, w jakich można grać w Minecrafta (creative, survival, adventure - żeby wymienić tylko trzy), różniących się przeznaczeniem i zasadami, Terraria oferuje jeden tryb. Aspekt survivalowy został zminimalizowany - w obecnej wersji (1.2.4.1 - post dotyczy wersji wydanej na PC, nie mobilnej czy konsolowej) nie ma konieczności jedzenia (w odróżnieniu od trybu survival Minecrafta) i na razie nie zanosi się na zmianę tego podejścia. Aspekt przygodowy rozbudowany jest o wiele bardziej. W Minecrafcie dotarcie do i pokonanie Ender Dragona (finalny boss) stanowi tylko cel opcjonalny, self-imposed challenge. Światy Terrarii natomiast zamieszkuje szereg paskudnych stworzeń - w tym liczni bossowie, pojawiający się, gdy zostaną spełnione określone warunki (lub wywołani celowo). Po pokonaniu "finalnego" bossa - Wall of Flesh - następuje przemiana świata w jego dalece trudniejszą wersję (tzw. Hardmode), w której pojawiają się nowe biomy i surowce, nowe zasady, nowe wyzwania, a przede wszystkim nowi bossowie.

 Na zdjęciu: boss Eye of Cthulhu, druga forma
(źródło: http://www.ihascupquake.com)

W powyższym akapicie nie bez przyczyny została użyta liczba mnoga. Specyfiką Terrarii jest, że generowane światy różnią się np. obecnością niektórych minerałów czy obecnością konkretnych biomów (część wzajemnie się wyklucza), a jednocześnie jedną postacią można się przenosić między rożnymi światami razem z ekwipunkiem, przez co w danym świecie może pojawić się obiekt, którego nie było w momencie wygenerowania i naturalnie by w nim nie wystąpił - te cechy też odróżniają ją od Minecrafta, gdzie dana postać i jej ekwipunek przypisane są do konkretnego świata, a możliwość podróżowania między światami zasadniczo nie występuje (nie chodzi mi o podróżowanie między "planami" konkretnego świata jak Nether czy End, a o całkowite przejście do nowego świata).

Także w aspekcie twórczym omawiane gry różnią się diametralnie. Recepty w Minecrafcie są ukryte i samo ich odkrywanie stanowi część rozgrywki. W Terrarii informacje o tym, co można zbudować z danego materiału, dostajemy "na talerzu", po zaprezentowaniu go NPCowi, z którym rozpoczynamy grę. Co za tym idzie, aspekt ten jest jednocześnie spłycony (brak odkrywania recept, odmienne zastosowanie mechanizmów i automatyki), jak i rozbudowany (o wiele więcej surowców - w tym wypadających z konkretnych mobów czy sprzedawanych przez konkretnych NPCów - oraz różnorodnego sprzętu, który można z nich wytworzyć). 

I kolejna zasadnicza różnica: NPCe w Minecrafcie są anonimowi, a interakcja z nimi jest dalece uproszczona (można jedynie wymienić jeden rodzaj surowca na jakieś wytwory danego NPCa). NPCe w Terrarii mają swoje imiona, zajęcie i konkretną funkcję. Co więcej - należy o nich zadbać, budując im odpowiednie schronienie i chroniąc przed potworami. Samo ich pojawienie się na naszym świecie uwarunkowane jest zarówno istnieniem odpowiedniego miejsca zamieszkania, jak i spełnieniem innych warunków (np. posiadaniem odpowiedniej kwoty pieniędzy - które w Minecrafcie nie występują, posiadaniem konkretnych przedmiotów lub zabiciem konkretnego bossa; niektórych NPCów trzeba uwolnić z więzienia w jaskiniach pająków lub lochu). Terraria oferuje też faktyczny handel, w odróżnieniu od minecraftowego barteru; w tym - możliwość zakupu obiektów niedostępnych w inny sposób (w Minecrafcie wszystkie obiekty, które można było pozyskać od NPCów, można też było znaleźć lub wytworzyć samemu). NPCe potrafią też zlecać konkretne zadania do wykonania (np. Angler zlecający złowienie określonych ryb, występujących tylko w konkretnych warunkach - biom, głębokość, pora dnia itp.).

Ponadto w Terrarii występuje cała plejada wydarzeń, których odpowiedników trudno szukać w Minecrafcie, w tym zdarzenia okresowe (w rodzaju Halloween, którego aktywacja wymaga konkretnej daty systemowej) czy losowe (Blood Moon, Solar Eclipse, Pirate Invasion, upadek meteorytu itd.). Ich wystąpienie oznacza z reguły zmianę w wyglądzie i zachowaniu świata (nowe obiekty, nowy wygląd starych obiektów, nowe rodzaje mobów, zmiana zachowania czy tempa generowania mobów). 

Na koniec kilka słów o multiplayerze. O ile w Minecrafcie obecność innych graczy z reguły wiąże się ze wspólnym budowaniem większych, bardziej zróżnicowanych obiektów, o tyle w Terrarii z reguły oznacza też (czy może nawet: przede wszystkim) wspólne wyprawy eksploracyjne i wspólne walki z bossami. Fakt przypisania ekwipunku do postaci i możliwość wędrowania między światami oznacza też możliwość wystąpienia specyficznej sytuacji, kiedy nowy gracz na danym świecie może dostarczyć innym jego mieszkańcom obiekty, do których oni sami nie mają dostępu (np. świat jest jeszcze w fazie przed Hardmodem, a nowy gracz przenosi doń obiekty ze świata Hardmode).

Podsumowując: troll poleca. Przy czym miłośnikom nieskrępowanej wolności tworzenia i zapalonym modelarzom troll poleca Minecraft, a miłośnikom eksplorowania jaskiń i walk z bossami - Terrarię.

PS: Post zawdzięcza tytuł genialnej piosence (by Yogscast) o życiu krasnoludów (i graczy w Minecrafta i Terrarię), będącej jednocześnie straszliwym earwormem. Enjoy:

Ostrzegałem